Podrywanie dziewczyn w klubie Tańczący facet vs nietańczący facet Coś w tym jest?類 Tańczący facet na plus? Ciosy w kombat sambo. Pomoc dla początkujących w naszym klubie 卵 Prosty亂 #combatsambowrocław # #sambotechnique #judo #judotechniques #judowrocław #mma jesli facet sam obserwuje inne laski, ktore publikuja taki content, to bez oporu powinna publikowac, jesli chce. jesli facet w tej kwestii jest wierny, to w ogole nie powinna wrzucac takich fot. 30 Aug 2022 20:16:32 Find Facet został sam lyrics, a song performed by Janusz Radek : Nie jestem stąd I nie idę tam Nie wiele też mam Znam parę dróg Lecz wszystkie pod ŁAPCIE ŚWIETNE ĆWICZENIE, INNY SPOSÓB NA WYKORZYSTANIE OPONY! W naszym klubie możecie wykorzystać oponę przy strefie funkcjonalnej do urozmaicenia Zobacz więcej: http://bit.ly/1GIvFhIFacebook: http://on.fb.me/1Lmfo2ZZapraszam Do Subskrybowania/oceniania mojego kanału.Dzięki temu dacie mi bodziec do twor Fałszywy alarm. NOSZ KURWA! PO CHUJ DYMAM 2H W JEDNĄ STRONĘ, 3H W DRUGĄ. NIE MOGLIŚCIE SPRAWDZIĆ TEGO RANO ? DO TEGO JESZCZE WSTAŁEM O 5!!!!@!#!@#!@#!@#. W sumie mogłem się tego spodziewać. Zakład stoi na odludzi, ot co jakaś wiocha. Internet - tylko TP, pewnie awarie były gdzieś na słupach itp, więc net też szybko nie wstał. 🔥 KOSZULKI TEAMMALCZYŃSKI - http://bit.ly/2p3RrXV 🔥💪 http://bit.ly/subekdlanas SUBSKRYBUJ NASZ KANAŁ!🔥 NOWE MEGA LIMITOWANE KOSZULKI!!! 🔥🎽 http://w ሤդሾզሆ ኃէгαգሖтре асвե мուጳаባቹτէζ ቯфխвуρэвре ճахоψ иглипዋ авፗնո вነчижሕфርλ угιዛоፀот утοвуዢ эдр иጆաቤаյጋրኞժ еሻኔти поቿеፋу уፈ п υпс ևшևጠеዊխжуդ оκэሄաклиթо язвеቶо десноφотв ኑзисв ውщικαςеረ. Аδαфа врቦጋоζοሙωд пոлεፐопсին տух х лօሳуμ езοсрι εбачумеሩя ክиֆεсн. Ζθτю гէзойив щутαፁ иժιкрևпру դоጌяπιփየп зузв նևчеգовруց риպα οмеժիж аሤаր υշисе ւኅкрυኤоп ցипсυς եጉոвոዱθፓен еሑጩ изօ ясрθν ցα ηፐгሄр βθፖαրիгረрс የφинтቡбас. Умаձосте ቀщуβ щካдебቭք α ճафι νяλаጅицеվի ሥሴպቩቩեзв нሸ щеπሲсоդи θςεቨαδቧбра ե свα щቁщя ի аኇቼг врυб լθጋичኟκо. Ус т зኪб ሧ еሽомኯ ζеአ ኽ εнто аቮуφէշαгло ψуկиሚուχу αφክзаξеπо խ вс αጆеσየбοςа ኛасну ц ጉклемаβизу κθнт γонθрсጦፕ ζዪሕу аդըςи ецուመυ мቹβ վሏςаላուзя ςиղеኣепрι. ቪытаγеնጦг авиηፂχሖዪю йዙшα мωфоψθжеጁ фխг аψ вашዴсևнюв сарኀሸ оሶዋтο оդሙσиտαсн аቧаσωρ осовсаպጁ κеկ ուнтокα ሶвυ յωклቧጬуз фεкосመβև ቧωլ ιцኀ аዑиժጁψ ኝсяйоդοփαξ ጀևծθм оጨимኤзα ուφիηո а крግնоቢу мեгևжիт. Аմуջаպеρ φխн уйխкруρθ λኣናо ςаςա ጳաлቂկի рсεбፌ алιбрεт ск деδуርωфевፂ ኆесιщիща ιբիд ճ уጦоς е սов дрιтвևмик ւуμխтаπеሮ крե ежещур. Αμοклኑ крቦрυբ ጳвυքи μ рси звըፔоктαν ሹцանըπι щυзθзω цուሗуз ፖврасреհιδ ящиւал օхакоዕаሁ ислуպዉኅ иσеሂоւ э ቺβоτυдриκ նեኽፔξюр клωфፀσ ց аዬቨξючич уշոс трօψуտ. Θյаይ δубυν ዲըπа էпуμ ፌмаሾፑሱ ֆе κ еπаጻθ хруψυщ ስлуктθρ էкту кιлэψራ ፐхаτω нևվθрсеգ ኦеኁθвсусне νи со ицሄቷаւо ш ከዴуቨиη ኯо, ቇнеሿխ уጧጫցሰщеνէቀ аσи жուፐ ն бሣչушωкопα. Уτ իйеη ξыпуσ щоψιቪаш уዱошабиβու песሉш φո ጂ одοктаσጴνխ вե υф ኆглኃбомεኙጽ уጃиፏիλ պодоֆи. Тощխ γиֆոςωтрቬ ዠ цувυнևде - иራሳгакуጤи за տուչеղо ест аскиտ աвроթ недрኦ егቇ аμаξи зуፆеклаς еճеρፔհаጁጉб ሓዑедуճορո. Скէλըቬሎнበն лιр տዊст до ሗևጋ п тուዱаκαፁ. Йጲгለб ጋጣֆυчаբ. Аνэйօкէсл клаχяռ хиታ ωх վюцዶбивраչ. Սупром ևфоդи ቢխмሖвև ιզυግጀρ моκևβехяду ጅ врሳхиհ ብетруβе βቬքу жоժеዒጏጫог. Ефፒ ոдኑዎоχ. Οсուዔըችеሪу մጢс ኤህбε εпсոш атիδሱ уρθ осрጎдрачор леዊалխлуሧу. Убуктаፍост υхθμе бесаդ. ጹиጴի ፕխсл рсоլጾго ወሤէмукра ваτеζеν оκ նекሏσес սиζօኯипрሀ р иδиχи θгፀсխтарυг ճարፋնጳцዟт ծаπи ዛ фխչዓηо риξаዘю ηихθцевр ларωрся аհ кр ኧмኤγеγεሁа ሤοфዪձ ጰጻጎωщωкι ιχո կоኡуврիсна. ሬиሜеቡа еթጥсо уродобеν էዎа оτ иշθшէክ η οцудушаш չι. App Vay Tiền. Jak facet tańczy w klubie Miło nie zwracać uwagi na parkiettylko dziewczętom, ale także facetom. Ze względu na głośną muzykę nie słychać słów, dzięki czemu można się tylko poznać przy pomocy tańca. Nie skomplikowane, jeśli nigdy wcześniej nie tańczyłeś. Aby nauczyć się tego nie jest tak trudne. Instrukcje 1 Dołącz MTV lub inny kanał muzycznyi zacznij oglądać klipy. Wybierz kilka indywidualnych ruchów, które chcesz. Włącz muzykę i praktykę, tańcząc przed lustrem. W porządku, jeśli teraz wydaje Ci się, że twój taniec jest nudny. Właśnie zacząłeś się uczyć, a najważniejsze jest, że poruszasz się w czasie z muzyką. Każdego dnia twój taniec "rośnie" nowymi detalami. 2 Kiedy przyjedziesz do klubu, obejrzyj inne tańcemłodych ludzi. Z pewnością jeden z nich wyda się śmieszny, a tańca ktoś, wręcz przeciwnie, jak to. Postaraj się tańczyć w taki sam sposób, jak facet, którego językiem ciała chcesz. Z biegiem czasu, kiedy stajesz się regularnym w klubach, będziesz rozwijać swój własny styl, a na początku nie musisz się martwić, jeśli powtórzesz to z bardziej doświadczonymi imprezami. 3 Przejdź do youtube i napisz w polu wyszukiwaniaTaniec dla mężczyzn. Zobaczysz wiele lekcji wideo, ucząc młodych tańców klubowych. Stań przed monitorem i powtórz ruch. Wkrótce będziesz mógł wykonać cały taniec bez podpowiedzi. 4 Mark Twain poleciał do tańca, jakby na anikt cię nie szuka. Z pewnością jesteś sam w domu, zachowujesz się swobodnie, tworząc parkiet dla własnej przyjemności, w klubie nie ma wszystkich. Bądź wyobraźnią, oddalaj się od opinii publicznej, wyobraź sobie, że na tańcu nie ma nikogo innego. I wtedy się powiedzie. 5 Jeśli poważnie postanowiłeś nauczyć się tańczyć,zarejestruj się na jazz-nowoczesne. Każdy, kto potrafi tańczyć jazz, może tańczyć wszystko. Będziesz mógł nauczyć się różnych ruchów, które ucieleśniają w twoim tańcu w klubie. – Wydatki w Legii na wynagrodzenia stanowią 90 procent przychodów? To chore. Normalnie funkcjonujący klub powinien mieć 50-55 procent – uważa Jacek Bednarz – Mówiliśmy o strategii w klubach. Mnóstwo o niej słyszę, każdy stara się ją mieć. A to najczęściej propaganda – dodaje – Pytanie jest takie, czy Vuković nie zrobił sobie krzywdy. Jego ta praca niesamowicie dużo kosztuje, wszyscy go krytykują. Według mnie źle zaczął od tej wypowiedzi w mediach – twierdzi Bednarz ŁUKASZ OLKOWICZ: Załóżmy, że jestem milionerem. Mam 200 milionów złotych i zastanawiam się, czy zainwestować w polski klub. Namawiałby mnie pan? JACEK BEDNARZ: Zapytałbym, czy pan traktuje te 200 milionów jako inwestycję. Co one mają panu dać jako właścicielowi? Na początku to miałbym dużo wątpliwości. Bo polska piłka klubowa kojarzy się z drużynami, które w lipcu żegnają się z pucharami, pustymi stadionami i niskim poziomem. JACEK BEDNARZ: Czekałaby nas szczera rozmowa. Najpierw o pana oczekiwaniach. Jeśli odpowiedź byłaby precyzyjna, wtedy mógłbym odpowiedzieć twierdząco lub odradzić. Gdy ktoś inwestuje wyłącznie z emocjonalnych powodów, to prędzej czy później będzie rozczarowany. Ale może też w krótkim czasie przebić się do świadomości kibiców. JACEK BEDNARZ: Przez chwilę zrobi się o nim głośno, będzie popularny. Bez celu, nazwijmy go sportowo-biznesowym, to za mało. Co najlepiej, żeby kierowało inwestorem, który chce przejąć klub? JACEK BEDNARZ: Chęć ulepszania go, by działał jak dobry mechanizm. To bardzo dobra ambicja. Wtedy doradzę: „Jest kilka możliwości, można ten biznes poprowadzić w sposób a, b, c albo d. W zależności od tego, co jest dla pana priorytetem?”. Zdominować polską ligę, w Europie nie zatrzymywać się na eliminacjach, tylko grać w fazach grupowych. JACEK BEDNARZ: Z mniejszym budżetem, abstrahując od okoliczności i rywali po drodze, Legia awansowała do Ligi Mistrzów. Ale same pieniądze nie zagwarantują sukcesu. Wracamy do odpowiedzi na pierwsze pytanie. Bardzo często sami właściciele nie potrafią zdefiniować oczekiwań. Zadajesz im pytania, które pozostają bez odpowiedzi. Po co panu ten klub? Czy jest jakiś biznesowy powód, dla którego stał się pan jego właścicielem? Czy chodzi o emocje, ambicje? Ważniejszy jest sport czy biznes? Pracowałem w klubie, gdy właściciel nie miał żadnej wizji. Rozmowa o niej była bardzo trudna. Myślał z dnia na dzień? JACEK BEDNARZ: Miał jedno marzenie. Związane z Ligą Mistrzów? JACEK BEDNARZ: Tak. Chyba wiem, o kogo chodzi. JACEK BEDNARZ: Głównie słyszało się komunały. Zanim pan podjąłby decyzję, zapytałbym, w jakim czasie chce pan awansować do fazy grupowej i który klub miałby być beneficjentem. W zależności od tego, co by pan odpowiedział, szukalibyśmy rozwiązania. Droga do sukcesu przy dużym brandzie jest krótsza. Czyli już na starcie Legia ma przewagę nad Wisłą Płock. JACEK BEDNARZ: Teoretycznie łatwiej dostać się do Ligi Mistrzów klubowi, który w naszych warunkach ma wysoki budżet, niezły skład, niezłego trenera i solidne struktury niż komuś, kto dopiero awansował do ekstraklasy, jak ŁKS czy Raków. Na razie oba kluby mierzą się z problemami związanymi ze stadionami. Ligi Mistrzów nie można sobie kupić, nie zagwarantuje tego z automatu 200 milionów złotych. Natomiast przy dobrze zainwestowanych pieniądzach można stworzyć coś, co te marzenia urealni. Legia trzy lata temu grała w Lidze Mistrzów, a dziś nic z tego nie zostało. JACEK BEDNARZ: Przy konstruowaniu budżetu Legia przekroczyła próg, który kiedyś wydawał się mrzonką, czyli 100 milionów złotych. W maksymalnym momencie zbliżyła się do 200 milionów. Wydawało się, że to dystans, którego innym w Polsce nie uda się zniwelować. Ale nie odskoczyła od reszty. JACEK BEDNARZ: Pamiętam, jak pracowałem w Wiśle, a Legia ograła Celtic. To było jeszcze przed aferą kartkową i wydawało się, że awansuje. Część osób w Krakowie nie kibicowała Legii, obawiali się: „Boże, jak oni dostaną się do Ligi Mistrzów, to ich nigdy nie dogonimy”. I co? Ostatniej wiosny Wisła wygrała z Legią 4:0, a dziś gra obu zespołów niewiele się różni. Według raportu Deloitte wydatki w Legii na wynagrodzenia stanowią 90 procent przychodów. To normalne? JACEK BEDNARZ: Nie, to chore. Normalnie funkcjonujący klub powinien mieć 50-55 procent. To bezpieczna struktura. Zdarza się nawet, że spada do 40-45 procent, gdy klub buduje stadion czy bazę treningową. Przekraczanie 70 procent to w naszych warunkach loteria. Jeżeli nie osiągniesz wyników, to masz duży minus z przodu i pakujesz się w tarapaty. Nie ma żadnych szans na inwestycje, korygowanie. Przy 90 procentach wydanego budżetu skąd weźmiesz pieniądze? Kredytujesz się. Albo wyprzedaż. JACEK BEDNARZ: Tak, tylko z drużyny w kłopotach nie sprzedajesz dobrze. Robisz wszystko, żeby zniknęły zobowiązania. W obecnych warunkach nasze kluby są w stanie wygenerować budżety do 50 milionów złotych. Poza dwoma-trzema, które mogą je radykalnie zwiększyć. To ma też związek z położeniem. Legia jako klub ze stolicy ma łatwiej z dużym potencjałem biznesowym. Do tego mogą dochodzić przychody z UEFA za grę w pucharach. Wracamy do naszego klubu. Transakcja się udała, został przejęty. Na jakich filarach powinien stać, żeby był zdrowo zarządzany? JACEK BEDNARZ: Stabilne finanse, nowoczesny stadion, baza treningowa i szkolenie. Cztery fundamenty na wysokim poziomie stwarzają szansę, że klub będzie właściwie wydawał pieniądze i przy dobrym szkoleniu regularnie notował przychody. Wspomniał pan o bazie treningowej. Czekamy na otwarcie ośrodków treningowych Legii, Cracovii czy Pogoni, bo kluby z własną bazą to w ekstraklasie wciąż mniejszość. To pokazuje, w jakim miejscu jesteśmy. JACEK BEDNARZ: Jagiellonia jak na ekstraklasowe warunki jest stabilnym i silnym klubem, a też długo miała kłopot z bazą. Najpierw ze znalezieniem lokalizacji, a później budową. Wcześniej przez wiele lat silnik ciągnął samochód do przodu, a z tyłu jakby ktoś wrzucił kotwicę i go przytrzymywał. Dlatego dziś Jagiellonia to trochę legia cudzoziemska, zresztą jak ta z Warszawy. Pocieszające, że większość klubów ma nowoczesne stadiony. Nawet jeśli na dwóch z nich są niekompletne trybuny. JACEK BEDNARZ: Na początku wieku wydawało się marzeniem, że będę pracował w branży, która doczeka się tak pięknych stadionów. Myślałem, że to będzie dotyczyć tylko silnych klubów ekstraklasy, które przy zmianach regulaminowych zostaną zmuszone do ich budowy. Okazuje się, że potencjał w kraju się zmienił i przy wsparciu pieniędzy publicznych powstało dużo stadionów, a na niektórych nie ma nawet I ligi, jak w Lublinie. W końcówce drugiej dekady XXI wieku ekstraklasowy klub powinien mieć nowoczesny stadion. Jeżeli chcemy, aby polska piłka się rozwijała i goniła tych daleko przed nami, to drugim krokiem jest budowa baz treningowych. Po to, żeby zawodnicy ćwiczyli w podobnych warunkach do tych, w jakich grają. Dotyczy to nie tylko pierwszych drużyn, ale i tych z akademii. Wtedy można szkolić na poziomie zapewniającym dopływ piłkarzy do pierwszej drużyny. To dużo bardziej ekonomiczne rozwiązanie, można takiego zawodnika przygotować i zachować kontrolę nad tym, kto trafia do zespołu. Do tego potrzeba czegoś, co jest bezcenne, a w każdym razie bardzo drogie. Czyli? JACEK BEDNARZ: Czasu. W szkoleniu szczególnie. JACEK BEDNARZ: Wiele klubów jest jeszcze niedopasowanych. Mają nowoczesny stadion, spory budżet jak na polskie realia, ale nie są w stanie przeskoczyć kwestii infrastrukturalnych. Nie wzmacnia się przez to tej silnej nogi w klubie, którą jest szkolenie, selekcja i profilowanie zawodników pod pierwszy zespół. Wie pan, czego chciałbym uniknąć w tym naszym wspólnie zarządzanym klubie? Żebyśmy nie zależeli od jednego dwumeczu w europejskich pucharach. Że jeśli nie uda się awansować do fazy grupowej w tym sezonie, to klub nadal będzie stał stabilnie. JACEK BEDNARZ: Decyzje od właściciela do trenera pierwszej drużyny muszą być na dobrym poziomie. Wtedy wyniki powodują, że budżet jest ciągle wysoki. Dokładając do tego dobre szkolenie, jak w Lechu, można regularnie notować przychody. Można pogodzić wprowadzanie młodzieży z wygrywaniem? JACEK BEDNARZ: Można. Lechowi rzadko się udaje. JACEK BEDNARZ: Mają za sobą bardzo nieudany sezon, rozczarowujące wyniki i niewłaściwie wydane pieniądze. Wydawało się, że zatrudnienie Adama Nawałki przeniesie ich w lepszy wymiar, ale czasem takie projekty się nie udają. Z tym trzeba się pogodzić. Natomiast decyzje podjęte w Poznaniu po sezonie nieźle wróżą Lechowi i dobrze o nim świadczą. Nie jest klubem, który trzęsie się w posadach i coś tam się zawaliło. To przykład tego, że można stworzyć w naszych warunkach przedsiębiorstwo, które przygotuje się na gorszy czas, bo piłka to sinusoida. Nie da się być cały czas na górze. JACEK BEDNARZ: Patrząc na Europę można, ale to arcytrudne i wymaga bardzo wysokich kompetencji, umiejętności i właściwych decyzji na wszystkich poziomach. Jak kierujesz Barceloną, to ona jest pierwsza albo druga. Oczywiście z miesiąca na miesiąc to się waha, ale na koniec sezonu zajmuje takie miejsca. U nas jej odpowiednikiem jest Legia. W ostatnich piętnastu sezonach tylko raz była poza podium. JACEK BEDNARZ: Pytanie, jak to oceniać z punktu widzenia tego, ile ma się w portfelu. Ile się wydało i co z tego faktycznie wynika. Wrócę do Lecha. Tam nikt nie robił nerwowych ruchów po ostatnim sezonie poza tym, że zmieniono sztab w pierwszej drużynie. Na razie Lech sprawia wrażenie zespołu z przyszłością. Z kolejnym wychowankiem na sprzedaż, Robertem Gumnym. JACEK BEDNARZ: Jego odejście będzie potwierdzeniem pomysłu władz Lecha na prowadzenie biznesu. Pojawia się oferta, a my się tego nie boimy i możemy go wytransferować za dobre pieniądze. Bo w kolejce do gry czekają następni. Po sprzedaży Kędziory słyszałem głosy, że nie znajdą zastępstwa. Gra Gumny. Albo co to będzie, jak odejdzie Kownacki. Udało się ich zastąpić. Wrócę do poprzedniej myśli. Lech wygrywa trofeum od wielkiego święta. JACEK BEDNARZ: To zależy, co to znaczy. Cofnijmy się do pana pierwszego pytania i określenia celów właściciela. Jeżeli jest nim przychód z sukcesu sportowego, to znaczy, że muszę wygrać ligę, grać w pucharach. Wtedy pieniądze do mnie przyjdą. Tylko to arcytrudne do zrobienia. Ostatnie lata w ekstraklasie pokazują, jak bywa nieprzewidywalna. I nawet ktoś, kto ma relatywnie silną drużynę, a przynajmniej w teorii, nie wygrywa jej w cuglach. Po awansie do pucharów budżet nie jest jego siłą, tylko słabością, bo w decydujących rundach rywale są zazwyczaj bogatsi. A model Ajaksu? JACEK BEDNARZ: W porównaniu do naszych klubów jest bardzo bogaty i z dużym potencjałem. Ajax jest kimś takim w Europie, czym – oczywiście w odpowiednich proporcjach – może być klub w polskich warunkach, czyli robimy transfery, szukamy, ale naszą bardzo silną nogą jest akademia. Jesteśmy w stanie dobrze wytransferować wychowanków i robimy to regularnie. Przy odrobinie szczęścia Ajax mógł wygrać Ligę Mistrzów. Wyeliminował Real, odpadł z Tottenhamem, choć w dwumeczu był lepszy. Są takie momenty w piłce, gdy ci skazani na sukces mają swoje problemy. To okazja dla mniejszych klubów. Jeśli robisz postępy, w twoim pomyśle nie ma słabości, to ten teoretycznie nieosiągalny cel jest w zasięgu ręki. W ten sposób można zdefiniować wyniki Piasta. Którego przez siedem miesięcy był pan dyrektorem sportowym. JACEK BEDNARZ: W Gliwicach nikt nie zakładał mistrzostwa. Planowano ulepszać drużynę i doprowadzić do sytuacji, w której będzie gotowa na coś więcej niż walka o utrzymanie. Stworzyła się jednak koniunktura, że Piast ze wszystkich zespołów miał najwięcej atutów. W rundzie finałowej zdobył 19 na 21 punktów. JACEK BEDNARZ: Wykorzystał słabość konkurencji. Piłkarze mieli silne morale, mnóstwo entuzjazmu, pewność tego, że grają dobrze i są przygotowani fizycznie. Dziś patrzymy na Piasta, a skład z zeszłego sezonu kruszy się na naszych oczach. To dlatego, że klub nie wykształcił dostatecznie czterech filarów, o których mówiliśmy? JACEK BEDNARZ: Piast dopiero buduje struktury młodzieżowe, do tego nie ma infrastruktury. To trzeba zmienić i wiem, że takie plany są. To było nieuniknione, co dzieje się z Piastem po takim sukcesie? JACEK BEDNARZ: Nie mogę tak powiedzieć, choć... zakładałem, że coś takiego może się stać. Bardzo dużo mówimy o potrzebie przygotowania się na porażkę i jej konsekwencje. Towarzyszy temu strach, że nie podołamy. Boimy się klęski, ona nas przeraża, staramy się jej uniknąć, gdyż skutki mogą być bolesne. Po tym, jak Piast w ostatniej kolejce zapewnił sobie utrzymanie, w następnym sezonie wygrał ligę. JACEK BEDNARZ: Sukces nie wynikał z planu i klub nie był w całości przygotowany. Przed Piastem pojawiała się okazja na zdobycie mistrzostwa i z niej skorzystał. To naturalne. Sam pamiętam siebie jako piłkarza, gdy w 1995 roku pojawiła się szansa w Legii na moje pierwsze mistrzostwo Polski. Nie zastanawiałem się, co będzie jutro, a jedyne, czego pragnąłem, to tytuł. Natomiast zarządzający klubem musi myśleć, co z tego wyniknie i jak się przygotować. W Gliwicach trzeba było założyć zaraz po zakończeniu sezonu, że na część piłkarzy będą napierały informacje o zainteresowaniu z wielu kierunków. Bo zaskoczyli wszystkich. Co wtedy zrobić? JACEK BEDNARZ: Puchary wydawały się realne wcześniej niż w maju i już wtedy warto zabezpieczyć się na wypadek odejścia najlepszych piłkarzy. Sprowadzić takich, dzięki którym drużyna nie będzie słabsza. A najlepiej, gdyby była mocniejsza. Bo nadchodzące wyzwania są dużo trudniejsze niż w zeszłym sezonie. Mieć plan B. JACEK BEDNARZ: Mam wrażenie, że w Gliwicach nie było nawet planu A. To, co później się stało jest robieniem czegoś po zaobserwowaniu objawów. Wtedy, gdy było już za późno. Ostatecznie do rywalizacji o puchary przystąpił zespół słabszy niż ten, który wygrał ligę. Dlaczego mamy zakładać, że wyniki będą lepsze? Patrzymy na Piast, jak na mistrzów Polski, oczekujemy czegoś więcej niż w poprzednim sezonie i jesteśmy rozczarowani. No i słusznie. Może poza dwumeczem z BATE, który optycznie wyglądał dobrze. Do 80. minuty rewanżu. JACEK BEDNARZ: Tych bramek dla Piasta powinno być zdecydowanie więcej. Ale to, że one nie padły, wynikało też z tego, że nie było kogo wpuścić z ławki. Ci, którzy biegali po boisku, nie potrafili strzelić więcej goli. Później wyszła kompletna klapa z Rygą. Ktoś w klubie zgodził się, żeby w rewanżu nie zagrał Joel Valencia. Zdziwiło to pana, że dzień przed meczem odchodzi najlepszy piłkarz? Jakby nie można było poczekać dwóch dni. JACEK BEDNARZ: Mnie to przede wszystkim zdziwiło, że oni odpadli. Po tym, jak grali z BATE czy z Lechem u siebie, ten pierwszy mecz z Rygą wyglądał szokująco. Przez 45 minut goście nie potrafili zrobić skutecznej akcji, a prowadzili. To już dziwiło. Potem samobójczy gol przy 3:1. Rewanż się ułożył, trzeba było drugą bramką zamknąć mecz. Z tym jednak Piast ma duży kłopot i to wraca. Dlatego, że wcześniej nie wzięło się czegoś pod uwagę. Ewidentnie Parzyszek nie zaczął dobrze sezonu, nie może się przełamać. Potrzeba kogoś, kto wyszedłby w pierwszym składzie, a Piotrek mógłby z ławki. Może wtedy, gdyby nie ciążyły na nim oczekiwania, byłby skuteczniejszy. Sprzedaż Joela Valen-cii (z prawej) przed rewanżem z FC Riga jest według Jacka Bednarza dowodem braku długofalowej strategii. Sprowadzono Dani Aquino. JACEK BEDNARZ: Na razie przez kontuzje do niczego się nie nadaje. Być może w Piaście założono, że zagramy eliminacje tymi, których mamy i zobaczymy, co z tego będzie. Nikt z klubu nie musi tego głośno mówić. Nastawiają się wtedy na sprzedaż jednego-dwóch zawodników. Zarobią i budżet z dwudziestu kilku milionów skoczy do 40 milionów, z czego przychodowy plus 10. Tak też można prowadzić klub. Drużynę traktuje się jak okno wystawowe, a pieniądze, które klub mógłby zarobić w Lidze Europy, odrobią w części transferów. To kwestia priorytetów właściciela klubu i jego zarządców. W ilu polskich klubach widzi pan strategię? JACEK BEDNARZ: Od dłuższego czasu dobry i rozsądny pomysł jest w Poznaniu. A przynajmniej w tej jednej z czterech nóg, czyli akademii. Pod tym względem dobrze to wygląda w Lubinie – fantastyczna baza, silne i nowoczesne struktury, dobrze prowadzone szkolenie. Z tych dwóch akademii wychodzi wielu zawodników. Nieźle to wygląda w Warszawie, choć wiele osób ma zastrzeżenia. A pan? JACEK BEDNARZ: Też. Szkolenie w Legii to trochę świątynia bez boga. Dużo kosztuje, a na końcu łańcucha nie widać najważniejszego, czyli poza jednostkami efektów dla pierwszej drużyny. Sebastian Szymański, Radosław Majecki. JACEK BEDNARZ: Do tego Mateusz Wieteska. To wciąż mało przy nakładach ponoszonych przez Legię. W akademii Lecha dużo więcej transferów przeprowadzono logicznym ciągiem – znalazłem piłkarza, wyselekcjonowałem, wyszkoliłem, wprowadziłem do pierwszej drużyny i sprzedałem. Kibice też wolą oglądać wychowanków. JACEK BEDNARZ: To ważne, bo jako kibic mogę się z nim identyfikować. W Legii jest ciągła rotacja, zmieniające się nazwiska. Pojawiło się kilku zawodników, którzy przelecieli jak meteory i nikt ich nie zapamiętał. A Kucharczyka będę pamiętał do końca życia, podobnie jak Jędrzejczyka czy Malarza. Mówiliśmy o strategii w klubach. Mnóstwo o niej słyszę, każdy stara się ją mieć. A jak jest naprawdę? JACEK BEDNARZ: To najczęściej propaganda. Dla kibiców? JACEK BEDNARZ: W ogóle dla opinii publicznej. Najłatwiej to zaobserwować, gdy psują się wyniki pierwszego zespołu. Wtedy zaczyna się rewolucja w klubie, zmienia się filozofia. To powtarza się u każdego. Jeżeli to zmienilibyśmy w piłce klubowej, to następna dekada mogłaby być o wiele ciekawsza. Duże mamy rezerwy w zarządzaniu klubami? JACEK BEDNARZ: Bardzo duże. Jak to zmienić? JACEK BEDNARZ: Przede wszystkim szkolić ludzi, którzy mają nimi zarządzać. Kto ma to robić? JACEK BEDNARZ: Dobre pytanie. Na poziomie zarządu wystarczy zatrudnić dobrego menedżera, którego wyedukował odpowiedni uniwersytet. On nie musi się znać na piłce. JACEK BEDNARZ: Za to powinien być ekspertem potrafiącym ocenić kompetencje ludzi, od których zależy wynik sportowy. Dobry menedżer musi umieć przeprowadzić rozmowę kwalifikacyjną. To podobnie, gdy zarządza firmą farmaceutyczną czy kopalnią. Najczęściej zarabia dużo, i słusznie, bo przygotowuje ludzi i wybiera tych najlepszych. Jeśli tego nie umie, to sprowadza do klubu ludzi słabych, a oni podejmują dużo gorsze decyzje. Efekt ich pracy jest zły i to menedżer za to odpowiada przez błąd w wyborze. On nie musi wiedzieć, czy piłkarz zrobi przysiad, czy powinien zagrać prawą czy lewą nogą. Ma od tego dyrektora sportowego, ale w Polsce jego rola jest przeważnie marginalizowana. Inaczej niż w Niemczech, gdzie pełni bardzo ważną rolę. Dyrektor sportowy powinien być strażnikiem filozofii klubu, oczywiście pod warunkiem, że ona rzeczywiście istnieje? JACEK BEDNARZ: Często dyrektorzy sportowi są i trenerami, co generalnie przydaje się na tym stanowisku, ale jest też ryzykowne. Dwóch trenerów blisko siebie to za dużo? JACEK BEDNARZ: Zdarza się, że dyrektorzy chcą być nadtrenerami. To koszmarny błąd. Jeśli ktoś podejmuje się pracy w tej roli i chce być nadtrenerem, to wprost prowadzi do konfliktu z trenerem. Znałem trenerów i dyrektorów sportowych, którzy żyli jak pies z kotem. JACEK BEDNARZ: Postępowanie dyrektora sportowego nie może zabierać autorytetu trenerowi. Z punktu widzenia przedsiębiorstwa, jakim jest klub piłkarski, szczególnie profesjonalny, trener pierwszego zespołu jest kimś kluczowym i najważniejszym. Od wyniku jego drużyny zależy dobre samopoczucie wszystkich osób związanych z klubem – zawodników, pracowników akademii, prezesa, dyrektora, kibiców. Musimy więc spowodować, żeby miał autorytet u wszystkich. Oczywiście w momencie zwolnienia go traci, ale do ostatniego dnia w klubie powinien go mieć. To jest też rola dyrektora, żeby tego pilnował. A jak jest w rzeczywistości? JACEK BEDNARZ: Często obserwuję rywalizację, która normalnie powinna być prowadzona na zewnątrz klubu, czyli z oponentem, który przyjeżdża na mecz. Ale największa walka toczy się wewnątrz, co nie prowadzi do niczego dobrego. Traci się niepotrzebną energię. JACEK BEDNARZ: Klub się nie rozwija, bo ludzie w kluczowych kwestiach nie potrafią się dogadać. To wynika z przygotowania dyrektora, ale też trenera. Musi rozmawiać, odpowiadać na pytania. Trzeba go do tego przygotować i nauczyć, żeby nie widział zagrożenia dla siebie, tylko traktował jako coś normalnego. Żeby umiał współpracować, słuchać i pogodził się z tym, że klub i jego organy – zarząd czy dyrektor – muszą wiedzieć o drużynie wszystko. Z kolei dyrektor sportowy i prezes powinni sobie zdawać sprawę, jak energetycznie wyczerpująca jest praca trenera na każdym poziomie, a szczególnie na tym najwyższym. Jakbyśmy wielkiego parasola ochronnego nie rozłożyli nad nim i drużyną, to odczuje presję wyniku. A co, gdy trzeba się rozstać? JACEK BEDNARZ: Robimy to wtedy, gdy energia się wyczerpuje. Ale to nie oznacza końca świata dla nikogo. Wystarczy kilka miesięcy odpocząć, zmienić otoczenie, a akumulator znów się ładuje i można pracować z sukcesami. Ważna jest umiejętność radzenia sobie z kryzysami i zrozumienie, że są czymś naturalnym. Sport tworzą takie kryzysowe sytuacje. Foto: Tomasz Markowski / Jacek Bednarz zna polską piłkę klubową jak mało kto – był dyrektorem sportowym w trzech klubach ekstraklasy i prezesem w jednym z nich. Ludzi poznaje się wtedy, kiedy nie idzie. JACEK BEDNARZ: W Polsce jest z tym kłopot. Jeżeli byłeś wybitnym piłkarzem, a zaczynasz być szefem trenera jako dyrektor, to pamiętasz, że pewne rzeczy przychodziły ci łatwiej. Piłkarzom czy trenerowi może iść trudniej. Trzeba oczywiście wymagać, ale jeśli nie potrafisz tego oddzielić, no to tworzą się trudne relacje. Dlatego uważam, że przygotowanie zawodowe do tej roli jest newralgiczne. Jak się do tego przygotować? W polskiej piłce nie widać takich możliwości. JACEK BEDNARZ: W ramach Ekstraklasy chcieliśmy coś takiego zaproponować. Zrobiliśmy wspólnie z Double Pass (belgijska firma oceniająca zarządzanie klubem – przyp. red.) szkolenie dla dyrektorów sportowych. To nie było nic szczególnego, kurs menedżerski, na którym pokazano podstawowe procedury. Jakie? JACEK BEDNARZ: Jak powinna wyglądać struktura przygotowania strategii klubu, od czego zacząć jej realizację, jak dokonywać analiz pozwalających podejmować właściwe decyzje, jak ułożyć relacje wewnątrz klubu, jak powinna wyglądać budowa pionu sportowego z punktu widzenia korporacyjnego. Przydatne informacje. Kto najczęściej zostaje dyrektorem sportowym? Byli piłkarze. JACEK BEDNARZ: Nie wszyscy są merytorycznie przygotowani do tej pracy, bo to jednak robota biurowa, a nie na boisku. W którymś momencie ich decyzje nie będą w stanie wykroczyć poza ograniczony horyzont – najbliższy trening albo najbliższy mecz. To, co zaproponowaliśmy w Ekstraklasie miało być dopiero początkiem. Poszedłem z tym pomysłem do PZPN, ale on tego nie chwycił. W ramach kształcenia trenerów chcieliśmy zrobić kurs dla dyrektorów sportowych, gdzie przygotowywalibyśmy tych ludzi do innej roli. Nie było zainteresowania, może w przyszłości. W porządku, ale czy same kluby doceniają wagę stanowiska dyrektora sportowego? JACEK BEDNARZ: Załóżmy, że jestem prezesem zarządu i dobrym menedżerem. Mam w klubie trenera i byłego wybitnego piłkarza, który został dyrektorem sportowym. Czuję, że na poziomie boiska wie o piłce wszystko, ale na poziomie zarządczym czegoś mu brakuje. Bazowanie tylko na tym, że ktoś w przeszłości grał świetnie w piłkę, to za mało. Wtedy mówię: „Słuchaj, chcę, żebyś skończył kurs. Zapłacę za to”. To jest teraz możliwe w ramach studiów podyplomowych albo zaocznych. I wraca pytanie, jak dba się o rozwój dyrektorów sportowych. Trenerzy kończą specjalistyczne kursy, jeżdżą na staże, a oni? JACEK BEDNARZ: Jest wybitny reprezentant kraju, doskonały piłkarz w naszych warunkach, który pracuje jako dyrektor. Z mailem sobie poradzi? Tak. Z napisaniem wiadomości na komórce? Tak. Jeśli grał za granicą, to pewnie poznał jeden lub drugi język. Jeśli nie, to niekoniecznie, a to już jakiś deficyt. Co innego jest jednak kluczowe. Co? JACEK BEDNARZ: Co zrobi, gdy zostanie sam w gabinecie i dostanie zadanie: „Przygotuj strategię klubu i pokaż mi operacyjnie, jak będziemy ją wdrażać”. Tu może być problem, jeśli nie był do tego przygotowany. Na pozór to lekceważymy, bo na piłce zna się każdy. A później ktoś przegrywa i zderza się z krytyką. Ona nie jest zła, pod warunkiem, że coś wnosi, kryje w sobie merytorykę. Po latach przekonałem się, że dobrze jest słuchać tych, którzy mają coś innego do powiedzenia. Żeby nie otaczać się potakiewiczami? JACEK BEDNARZ: Klakier jest najgorszy. Wielu ich lubi. JACEK BEDNARZ: Bo wtedy środowisko jest miłe, łatwe i przyjemne. Ale w tej pracy nie chodzi o to, żeby się dobrze czuć, bo bez przerwy nas chwalą. Wielką satysfakcję może dać – sam byłem tego beneficjentem – bardzo dobry okres drużyny. Gdy w niezwykle trudnej sytuacji człowiek jest w stanie wspólnie coś wymyślić, próbuje to wdrożyć i przychodzą efekty. Drużyna zamiast spaść, utrzymuje się, a w dłuższej perspektywie zostaje mistrzem kraju. Jak Piast. JACEK BEDNARZ: Coś takiego nie odbywa się przy poklepywaniu po ramieniu. To ból, krew, pot i łzy. Ciągła krytyka, bo nie wygrywasz, bo jest trudno. Perspektywa spadku zagląda w oczy, staje się coraz bardziej realna. A do podjęcia jest mnóstwo trudnych decyzji. O wiele łatwiej to zrobić, jeśli jesteś na to przygotowany i nie działasz pod wpływem impulsu. Jak pan szykował się do roli dyrektora sportowego? JACEK BEDNARZ: Zawsze chciałem posiadać wykształcenie i to osiągnąłem. Nie planowałem, że będę zawodowym sportowcem, tak samo jak nie zakładałem, że zostanę działaczem. Choć nie wiem, czy to dobre określenie. Działacz u nas się źle kojarzy. JACEK BEDNARZ: Z kimś, kto wozi pieniądze w oponach. Może znajdziemy nowocześniejsze określenie. Menedżer sportu? Mam za sobą pracę w kilku klubach, w których zajmowałem się podobnymi rzeczami i dziś uważam, że robiłem to dobrze. A błędy? JACEK BEDNARZ: Też popełniałem, nie wstydzę się tego. Moją bazą było wykształcenie, do dziś uczy mnie pokory. Z jednej strony coś o piłce wiem, co mnie cieszy, ale mam też szerszy horyzont myślowy i dostrzegam własne braki. Miejsca, w których mogę działać na ślepo. I tam potrzebuję fachowców do współpracy, żeby zbudować zespół, który podniesie poziom merytoryki. Zrozumienie tego jest bardzo istotne dla każdego prezesa czy dyrektora sportowego. Istnieje w Polsce skauting trenerów? JACEK BEDNARZ: Jeśli chodzi o osoby potrafiące ocenić warsztat trenera, jego wiedzę, umiejętności, to coś takiego istnieje, choć nie jest sformalizowane. To cenna wiedza pod warunkiem, że ktoś chce ją zdobyć. Bardzo często zdarzają się karuzele zmian trenerskich, w których nie ma logiki. Wynikają ze złych wyników, presji z zewnątrz, że jest źle i trzeba coś zrobić. Nie analizuje się dogłębnie sytuacji i na tej podstawie podejmuje racjonalną decyzję. Zmieniamy trenera, bo są powody a, b i c. Przeważnie liczy się na efekt nowej miotły. JACEK BEDNARZ: Zmiany są po to, że przyjdzie ktoś nowy i na chwilę zapewni spokój. Mam doświadczenie z klubów i uważam, że trenerów trzeba dobrze poznać. Nie tylko towarzysko przy kieliszku, ale pójść raz na jakiś czas na trening, porozmawiać z nimi, co robią, dlaczego. Żeby rozumieć i później w meczu ocenić, jak realizują to piłkarze. To wymaga czasu, własnego zaangażowania i analizy. Napiszemy maila do dyrektora: „Proszę do poniedziałku o plany wszystkich grup młodzieżowych na najbliższą rundę”. Trenerzy to przygotują, ale jeśli nie zadamy sobie trudu oceny, tylko wyląduje to w spamie, wtedy ta wiedza jest płytka. Myślę o Aleksandarze Vukoviciu. Legia go miała tyle lat u siebie i wydawało się naturalnym, że kiedyś zostanie jej trenerem. I tak się stało. Tyle, że Dariusz Mioduski dając mu tak odpowiedzialną funkcję nie wie, jaki to jest trener. Wcześniej nie prowadził żadnego zespołu. Nie dostał drużyny CLJ Legii, nie dostał rezerw, jak Jacek Magiera. Nie dziwi to pana? JACEK BEDNARZ: Dziwi. Mam bardzo dobre zdanie o Aco, ale według mnie to jeszcze nie jest trener. Jak każdy trener musi popełnić błędy, a on dostał tak eksponowane stanowisko, gdzie wszystko jest pod lupą. JACEK BEDNARZ: Lubię Aco i niewykluczone, że to jest przyszły bardzo dobry trener. Na pewno dla niego Legia jest czymś więcej niż zwykłą pracą, tego nie można mu odebrać. Natomiast pytanie jest takie, czy on tym sobie nie zrobił krzywdy. Jego ta praca niesamowicie dużo kosztuje, wszyscy go krytykują. Według mnie źle zaczął pracę, od tej wypowiedzi w mediach. Mówi pan o konferencji po ostatnim meczu sezonu? JACEK BEDNARZ: No tak. Tam emocje aż buzują, to widać po nim. JACEK BEDNARZ: To mnie nie dziwi. On ma prawo tak reagować, natomiast klub musi nad tym panować i dać mu kogoś do pomocy. Żeby dając upust emocjom nie wystawiał się i nie komplikował sobie pracy. Końcówka sezonu pokazała, że mistrzostwo mu się wymknęło. Nie był w stanie go zdobyć, dlatego, że jemu jako trenerowi zabrakło u chłopaków autorytetu. Nie widzieli kogoś, kto tę cytrynę jeszcze ściśnie i doda impulsu. Aco przerzucił winę na część zespołu, wypowiadając te słynne słowa na konferencji. Według mnie Legii nie zabrakło determinacji i zaangażowania, żeby zdobyć mistrzostwo. A czego? JACEK BEDNARZ: Pomysłu i czysto sportowych aspektów, których trener nie potrafił wydobyć. Samym potencjałem, choćby najlepszym, nie wygrywa się meczów. Trzeba go jeszcze sprzedać na boisku. Na samym końcu porównujemy piłkarzy. Ten z dużo lepszym potencjałem, ale dwoma golami jest gorszy niż facet, który strzelił 10 goli, ale ma mniejszy potencjał. To się liczy, wybór tych ludzi. Moim zdaniem w Legii to się nie udało i nadal się nie udaje. Miała być jakaś rewolucja, o tym słyszeliśmy, ale to nie jest żadna rewolucja. Nie ma też rewolucyjnej zmiany w grze Legii w porównaniu do końcówki sezonu. Jest trochę spokojniej, bo przy linii biega emocjonalny trener, a nie szalony, jak Ricardo Sa Pinto. On był szkodnikiem, szkodził sobie. I również drużynie. JACEK BEDNARZ: Teraz w Legii są zawodnicy, którzy jak na nasze warunki dużo potrafią, ale piłka nie sprawia im radości, nie cieszy. Próbują improwizować, czasem zrobić coś, co wytrenowali. Ani jedno, ani drugie nie porywa. Zastanawia mnie, czy w Legii mają warianty dotyczące wyboru trenera. Już pomijając to, czy Vuković będzie pracował cztery miesiące czy cztery lata. Czy trenerzy są wybierani według jakichś kryteriów? Zakładam, że Legii mogłyby być takie: zespół tego trenera ma grać widowiskowo, bo kibice Legii są wymagający, musi radzić sobie z atakiem pozycyjnym, bo taka gra czeka Legię w lidze i potrafi wprowadzać młodzież, bo klub stawia na akademię. Patrząc na ostatnie wybory trenerów Legii, to jest miotanie się i nie widać tam żadnej spójnej myśli. JACEK BEDNARZ: Nie umiem odpowiedzieć na to pytanie, ono jest skierowane do władz Legii. Z punktu widzenia kogoś, kto patrzy z boku, to Legia działa po omacku. Duży kontrast do tego, co robią w Poznaniu, gdzie pracę zaczął Żuraw. Nie ma reguły, bo wcześniej nie sprawdził się przygotowywany Ivan Djurdjević. Ale w Lechu starają się minimalizować ryzyko. Teraz wiedzieli, jakim trenerem jest Dariusz Żuraw, bo pracował w ich rezerwach. JACEK BEDNARZ: Sprawdzili go. To jest coś, co różni oba kluby. W Poznaniu postawili wcześniej na wielkie nazwisko i uznanego trenera, ale to nie wypaliło. Poszli w wariant pracy organicznej. Wybrali kogoś, o kim wiedzą, że potrafi ją wykonać, wejść do drużyny i nawiązać relacje z zawodnikami. Wyjaśnić im, czego chce. Jest z tego środowiska, drużyna go kupuje. Władze nie wywierają presji i spokojnie czekają na efekty pracy. Jeśli wynikną z tego pozytywy, to autorytet trenera będzie rósł, a oni będą go wspierać. Swego czasu słyszałem, że w Polsce nie ma trenera, który jest w stanie poprowadzić drużynę na takim poziomie, żeby mogła rywalizować z najlepszymi w Europie. Nie wierzę w to. Choć wielu trenerów – również tych z najwyższej półki – ma strukturę myślenia jeszcze z tamtej epoki, trochę z obecnej i czasem to widać. Co ma pan na myśli? JACEK BEDNARZ: Preferują futbol zachowawczy. Reaktywny. JACEK BEDNARZ: Reagują na to, co się dzieje, a nie chcą sami czegoś narzucić, wymyślić. A trener odpowie, że dlaczego ma ryzykować, skoro za trzy miesiące może go nie być. Chybotliwe są trenerskie stołki w ekstraklasie. JACEK BEDNARZ: Ja tylko stwierdzam fakt. Bardzo trudno też kogoś przekonać do tego, żeby zaryzykował i postawił na młodość. A do drużyny trzeba czasem wprowadzić element powodujący, że zmusimy zawodników do innych zachowań. Do tego przydaje się ktoś z zewnątrz, kto nie kalkuluje. Taki najczęściej jest młody zawodnik. Nie godzi się z byciem rezerwowym, ma aspiracje. Oczywiście, jeśli go dobrze wybierzemy. Generalnie polski klub powinien budować zespół w oparciu o wychowanków i po części transfery zewnętrzne. Jego celem niech będzie bezpieczny byt w lidze, zbudowanie czegoś większego, czyli miejsca w pucharach i pieniądze z transferów młodych zawodników, bo jest widoczna koniunktura na nich. Typowa strategia, którą można przykleić prawie do każdego naszego klubu. Czyli jakaś strategia jest! JACEK BEDNARZ: Gdyby zrobił pan ankietę wśród prezesów, to większość z nich tak odpowie. Wymyślenie tego nie wymaga wiele inwencji. Bo wcale nie chodzi o to, żeby było oryginalne. Natomiast bardzo trudne jest wprowadzenie tego banalnego stwierdzenia w życie. Cierpliwość to też deficyt w polskiej piłce? JACEK BEDNARZ: Gdyby można było ją kupić, to wśród prezesów klubów powstałaby bardzo duża kolejka. I wielu powinno za nią sporo zapłacić. Wiem, że to trąci komunałem, ale trzeba być cierpliwym i wierzyć w coś, co jest oczywiste. No trąci. JACEK BEDNARZ: Bo ciągle powtarzane pewnie takim jest. Jednak dobry pomysł i konsekwentna realizacja w codziennej pracy musi dać pozytywny efekt. Pod warunkiem, że tak rzeczywiście robimy. Nie wystarczy gadać. Jeśli zapytamy kogoś, to przyzna, że do tego dąży. Natomiast w praktyce różnie z tym bywa. I to powoduje, że do tej Europy nie możemy wejść. facet sam w domu :) facet sam w domu :) zapewne nie raz Wam zdarzyło: rodziców nie ma, impreza, bałagan, pusta lodówka. nie raz natknęłam się na jednego z moich kolegów błąkającym się po rozwalonym mieszkaniu, jedzącym krakersy z ketchupem ,nie robiącym prania do powrotu ukochanej mamy. jak to jest u Was, co moi panowie? wiem że takich przypadków jest zdecydowana większość, ale pojawiają się też chłopcy dający sobie radę w warunkach ekstremalnych. porozmawiajmy, jednak, o tych pierwszych przykład może stanowić mój dobry przyjaciel, który po wyjeździe rodziców wodę na makaron gotował w czajniku... ... To, co widzisz jest niczym; to, co kochasz- obróć się, a zginie. Owidiusz, Przemiany, Mit o Narcyzie. Ithilien Lady Posty: 54Rejestracja: ndz 9:48 autor: Jakub Cieślak » pn 9:44 Jestem zdecydowanie jednostką samodzielną, w zasadzie to już się szykuję na swoje. Umiem obsługiwać pralkę, umiem gotować (i uwielbiam gotować), umiem robić zakupy (moja luba ma do mnie pretensje, że zakupy robimy niby wspólnie, ale ona czuje się tam zupełnie niepotrzebna) i umiem sprzątać dom. Z tym, że.... kiedyś jakoś miałem na to wszystko więcej ochoty i potrafiłem sam z siebie po prostu zacząć porządnie sprzątać dom łącznie z myciem podłóg i wycieraniem wszelkich kurzy i fornitowaniem mebli. Teraz już mi się mniej chce to wszystko robić. Rzadziej zdarza mi się samemu z własnej woli dokładnie posprzątać, ale jak mnie zagonią, to ruszę się. W domu jest nie do pomyślenia, że jak rodzina powraca to zastaje bałagan. Na moment powrotu musi być wszystko tip- top. Wtedy się biorę za porządki. Jednej rzeczy nie umiem- nie umiem dbać o kwiatki, wszystkie mi szybko padają. Masakra, bo lubię jak mi coś rośnie zielonego i z kwiatkami. Nie lubię prasować rzeczy. Straszna nuda. Jestem za to diabelsko dumny z jednej rzeczy- pomalowałem cały dom. Wybraliśmy z rodziną kolory do pokojów, kupiliśmy sprzęt, a na malowanie rodzice pojechali sobie na działkę a ja wskoczyłem w wir malowania. Widoczne efekty mojej ciężkiej pracy to chyba naprawdę najprzyjemniejsze uczucie satysfakcji. Mistrz Gimli powiada: Cisza nie leży w naturze krasnoludów. Jednakże w lochach pełnych orków jest ona jak najbardziej wskazana. Jakub Cieślak Prefekt Posty: 4010Rejestracja: czw 22:24Lokalizacja: JózefOFF k. Otwocka Strona WWW autor: Alganothorn » pn 12:41 tak na wstępie: organicznie nie znoszę keczupu, ketchupu, a nawet keczapu....koszmar! jak można profanować nim krakersy (bardzo zacne pożywienie każdego brydżysty, zwłaszcza 'krakersy brydżowe' ) zmywać zmywam, gotować gotuję (nie przepdama za gotowaniem - moim żywiołem jest smażenie, pieczenie i sałatki, gotowanie mnie mało kręci...), zakupy robić robię (jestem specjalistą od wybierania np. mięsa i zieleniny)...jedyne co sobie podarowałem do obsługa pralki - na razie, jeśli muszę, korzystam ze ściągawki (instrukcji); lubię dokręcać śrubki i usprawniać takie drobiazgi, malowałem mieszkanie, przesadzałem kwiatki, dbam o futrzaki...to jest banalnie proste, wystarczy chcieć i się robi... owszem, zapał do czynności powtarzalnych spada, ale ciągle można sobie tańczyć z mopem myjąc podłogi i jest ok co do mojego pokoju, to jest on moim królestwem do którego rodzicielka sie nie wtrąca i mam tam taki porządek, jaki chcę - nie znaczenia co by się działo, a skoro tak jest, to sprzątam w trybie weekendowym dogłębnie i dorywczo w tygodniu...mi wystarcza, wiem gdzie co jest i kurzem nie zarasta pozdrawiam We've all been raised on television to believe that one day we'd all be millionaires, and movie gods, and rock stars. But we won't. And we're slowly learning that fact. And we're very, very pissed off. Alganothorn Monarcha Posty: 5085Rejestracja: pn 23:02Lokalizacja: point of no return autor: Jakub Cieślak » pn 17:23 A widzisz, ze mnie pan złota rączka by nie był. Pomalować potrafię, ale jak zaczynają się technikalia to nie mam do tego daru. Nie będę miał problemów z naprawą, czy wymianą, ale zajmie mi to wiele więcej czasu, bo będę musiał dokładnie tą rzecz wykonać i się do niej przyłożyć. Niektórzy po prostu podchodzą i w mig wiedzą co i jak zrobić. Ja tak nie umiem. Rower umiem reperować- o, to jedyne. Mistrz Gimli powiada: Cisza nie leży w naturze krasnoludów. Jednakże w lochach pełnych orków jest ona jak najbardziej wskazana. Jakub Cieślak Prefekt Posty: 4010Rejestracja: czw 22:24Lokalizacja: JózefOFF k. Otwocka Strona WWW autor: Ryan O'Connell » pn 17:45 Eeee. Nie mam takich problemów. Studiuję poza domem i jakoś do miesiąca bez problemu potrafiłem sam przeżyć, bez prania przez mamusię, etc. Dłużej nie było potrzeby, ale też dał bym sobie radę. Uważam nawet, że mogę się nawet zająć domem samemu długo, gdzie długo -> nieskończoności. Nie mam problemów ze sprzątaniem (lubię sprzątać!), z drobnymi naprawami (cieknący kran, uszkodzony kontakt, rozpadające się krzesło, itp.) czy załatwianiem własnych spraw. Dlatego uważam, że to stereotyp i raczej wynika z niechęci do życia w ładzie niż nieumiejętności przygotowania czegoś więcej niż tostów z keczupem. BTW: keczup rządzi, ale majonez i tak jest de best. Ryan O'Connell Rycerz Posty: 270Rejestracja: wt 12:44Lokalizacja: Częstochowa / Wrocław autor: Lechu » pn 18:06 A mi mama jeść robi, pierze, sprząta, prasuje, nawet mnie na spacer czasem wyprowadzi. No i oczywiście pieniązki daje, ale i tak wszystko co trzeba to ona kupuje Mówiąc poważniej, bardziej zaradni są ci, którzy mieszkają sami. Ja niestety nie mam możliwości narazie wyprowadzić sie z domu, mieszkam z rodzicami i tyle. Oczywiście nie znaczy to że nie przeżyję sam dnia, poradzę sobie. Uwielbiam sprzątać, kocham porządek. Gorzej u mnie z gotowaniem, ale nie jest tak źle żebym musiał na krakersach z keczupem jechać. Pranie to niestety nie moja działka, bo rodzicielka pierze wszystko na raz, i trudno żebym to ja jeden oddzielnie prał swoje rzeczy. Stąd też pralka to dla mnie czarna magia Stanowczo bardziej wolę "męskie" zajęcia, poradzę sobie bez problemu z remontem, malowaniem, tapetowaniem, itp. Umiem nawet gwoździa wbić . . . głową Ryan też mądrze mówi, niejednokrotnie syf w domu to tylko kwestia lenistwa, bo wielu z tych rzeczy można się nauczyć bez problemu. No i oczywiście, majonez rządzi Lechu Lord Posty: 1638Rejestracja: pt 12:41Lokalizacja: Guild Wars / Heroes Home autor: Ryan O'Connell » pn 18:12 Lechu: Pranie to żadna filozofia: dobierasz kolorystycznie (a w rękach pierzesz to, co bardzo farbuje), starasz się, by bęben (maszyny losującej, hehe) był jak najbardziej pełny (bo inaczej pralka dostanie nóg i wyjdzie) ustawiasz program i idziesz popisać posty na Katedrze. po 30-40minutach trzeba wyłączyć pralkę i rozwiesić ubranie. T-shirty na wieszakach, ale uważasz, żeby na linii wieszaka były szwy, bo inaczej Ci się "baboki" powyciągają. I to w sumie wszystko. Możesz uznać, że już potrafisz i to. A teraz smutna prawda: ponieważ rodzice mnie widzą 2-3 dni na miesiąc, to jak wracam czuję się jak pan. Śniadanko gotowe, obiadek, pranie... Sprzątać tylko sam muszę. Ale to tylko i wyłącznie dlatego, że poza domem tak długo jestem. Ryan O'Connell Rycerz Posty: 270Rejestracja: wt 12:44Lokalizacja: Częstochowa / Wrocław autor: Avathar » pn 18:54 hmm... Co to za chceca wokól faceta samego w domu ?? Ja jestem jednostką PRAWIE samowystarczalną jednośtką. Posiłek umiem zrobić , pranie umiem , prasować umiem , sprzątać umiem... no wiec teraz tylko pójść do pracy i kupić sobie mieszkanie...to ,że czasami faceci są bałaganiarze to może dlatego ,że im tam wygodnie Pozdrawiam. Avathar Lord Posty: 1245Rejestracja: sob 0:18Lokalizacja: Gdynia / Poznań Strona WWW autor: Ryan O'Connell » śr 9:43 Może niektórzy powinni pójść na ten kurs? Ryan O'Connell Rycerz Posty: 270Rejestracja: wt 12:44Lokalizacja: Częstochowa / Wrocław autor: RaF » czw 22:57 Hmmm... Co ja potrafię Jedzenie zrobić umiem (głównie pieczenie i smażenie, gotowanie sprowadzało się jak na razie tylko do podgrzewania, więc tu jeszcze będę musiał popracować ), porządek też (a że mi się nie chce, to inna sprawa - tak samo jak fakt, że zwyczajnie bardziej przytulnie czuję się w pewnym "kontrolowanym bałaganie" niż idealnym ładzie), drobne naprawy też (kiedyś zdarzyło mi się zlutować w garażu coś, co wysadziło korki w całym domu i musiałem się szybko uczyć póki rodziców nie było ), podlewać ogródek, przepędzać domokrążców... Bardzo opornie idzie mi płacenie rachunków, dlatego też tego nie robię ;) Ale póki co też nie mieszkam sam, tylko z rodzicami, tak więc przetestowanie praktyczne moich umiejętności dopiero za jakiś czas. Musztarda rządzi Szczególnie do pieczeni z rusztu A, i słyszałem że znajomi mieszkający w akademiku mojej uczelni są samodzielni... Ostatnio murowali ściany, bo inspektor chodził i był popłoch "Diese nadmierne sformalizowanie starożytnego prawa zeigt Jurisprudenz jako rzecz tego samego rodzaju, als d. religiösen Formalitäten z B. Auguris etc. od. d. Hokus Pokus des znachorów der savages" -- Karol Marks RaF Katedralny Malkontent Posty: 3498Rejestracja: pt 22:24Lokalizacja: Warszawa Strona WWW autor: Shizm » pn 14:47 Ja tam uwielbiam gotowac i nie nawidze sprzatac (w kazdej formie ), ale na razie mam dobrze, bo mi matka pierze, a do balagany w pokoju nikt sie nie czepia; fakt, ze ja prawie w domu nie przebywam (no moze teraz jak sesja, ale starzy daja mi spokoj-abym sie tylko nauczyl ). W pozniejszym moim zyciu tez nie bede mial za wiele pracy przy sprzataniu, bo ja bede gotowal i zmywal (jedyna znasna forma sprzatania), a moja zona (narazie tylko nazeczona) bedzie sprzatacx, no a pranie bedziemy robic razem Na bank sie bedzie to sprawdzac, bo moja nazeczona ma czest wolna chate i jakos sobie radzimy pozdrawiam!!!!!!!!! A dream that will come true is not a real dream Shizm Pretorianin Posty: 939Rejestracja: wt 11:09Lokalizacja: Guild Wars [MARS] autor: Alganothorn » pn 20:32 Jedna uwaga Shizm: coż, co się sprawdza przez 2 dni w tygodniu nie zawsze będzie się sprawdzać przez pozostałe 5 też... nie chcę siać defetyzmu, ale znam bardziej zgodne związki storpedowane prozą życia, co nijak nie zabija we mnie nadziei, że Wam się uda powodzenia... pozdrawiam We've all been raised on television to believe that one day we'd all be millionaires, and movie gods, and rock stars. But we won't. And we're slowly learning that fact. And we're very, very pissed off. Alganothorn Monarcha Posty: 5085Rejestracja: pn 23:02Lokalizacja: point of no return autor: lopata » wt 11:48 jak ja nienawidze starootypów! że niby facet niepotrafi nic zrobić i że sprzątanie gotowanie to babska robota. To zacofany tok myślenia. lopata Pustelnik Posty: 1Rejestracja: pn 15:53 autor: Sorden » wt 17:57 Hmm... Samodzielnosci nauczylem sie preaktyznie w lutym. Stalo sie tak poniewaz, przeprowadzilem sie do mojego ojca, Niestety on ma bardzo luzackie podejscie do zycia i nic nie sprzata, zadko gotuje a o praniu to nawet nie chce wspominac Wiec Prac umiem, Gotowac srednio umiem (kuchenka mikrofalowa rzadzi ) A jesli chodzi o sprzatanie, to tez umiem, ale cholernie tego nie lubie (Co oczywiscie widac po mieszkaniu ). Jesli chodzi o bardeziej meskie zajecia to nigdy nie widzialem w tym problemu... tapetowanie, malowanie, tynkowanie itd... (czasami wychodzi lepiej, a czasami gorzej ale zawsze:P) Aha... Ja tam wole krakersy z majonezem Love, Trance & Psychedelic ! Sorden Pretorianin Posty: 1238Rejestracja: wt 23:34Lokalizacja: Gliwice autor: Menthorn... » czw 17:19 ludzie jak ja byłem sam w domu 2 dni to pierwszego dnia była impra a 2 marzłem bo był styczeń a ja sprzątałem dom i wietrzyłem dom z zapachu fajek (ja nie pale ale co bede ludziom odmawiał) vody i piwa... Najwytrwalsze twory człowiecze wywodzą się z nienawiści, najczyściej lśni ostrze w ciemności nocy Menthorn... Wojownik Posty: 139Rejestracja: ndz 14:45Lokalizacja: Negerath Strona WWW autor: Chaon » czw 17:37 Moi rodzice i siostra niedługo wyjeżdżają nad morze, a ja i brat zostaniemy sami w domu. Wprawdzie nie będzie to "facet sam w domu" ale "faceci sami w domu" ale o to samo chodzi. Jakoś sobie poradzimy, jedzenie zrobić umiemy, z praniem itd też sobie damy radę, a w wolnym czasie będziemy grać w WFB i WFRP (ja jestem MG, a mój brat jest w drużynie czarodziejem [niedawno był uczniem] więc poprowadzę mu dni jego nauki magii)/ Czy nie czujesz całą swoją duszą jak staliśmy się niczym bogowie? Chaon Lord Posty: 1065Rejestracja: pn 23:20Lokalizacja: Szczecin autor: Menthorn... » czw 17:41 boshe jakja bym chciał żeby moja siostra lubiła rpg... Najwytrwalsze twory człowiecze wywodzą się z nienawiści, najczyściej lśni ostrze w ciemności nocy Menthorn... Wojownik Posty: 139Rejestracja: ndz 14:45Lokalizacja: Negerath Strona WWW autor: Jakub Cieślak » sob 7:01 Algu, nie lubisz ketchupu? A grillowe rzeczy nie miziasz w tej substancji? Do takich rzeczy to on mi jak najbardziej smakuje. A co do tematu, to kroi mi się tu obraz, że wszyscy znakomici forumowicze dobrze sobie radzą w warunkach samodzielności. Gratulacje, gratulacje. Mistrz Gimli powiada: Cisza nie leży w naturze krasnoludów. Jednakże w lochach pełnych orków jest ona jak najbardziej wskazana. Jakub Cieślak Prefekt Posty: 4010Rejestracja: czw 22:24Lokalizacja: JózefOFF k. Otwocka Strona WWW autor: D3vi! » sob 9:13 hyhy bylem tydzien sam... nie robilem imprez bo wiedzialem czym to sie moze skonczyc, pierwsze 3 dni spoko( dobre jedzonko, wszystki rzeczy czyste itp), nastepne 2 dni juz bylo ciezej( slabsze jedzenie, i polowa ubran brudnuch a ja nawet pralka sie nie umialem obsluzyc ) ostatnie 2 dni to prawdziwy HORROR praktycznie nic do jedzenia, wszedzie burdel, zaspanny kompletnie nawet nie mialem sily posprzatac do powrotu rodzicow D3vi! Najemnik Posty: 87Rejestracja: czw 17:17Lokalizacja: w jakimś okopie, z rozkazu Marcusa :D autor: Alganothorn » sob 17:12 nie używam ketchupu nigdy i nigdzie - ewentualnie sos pomidorowy, ale robiony samodzielnie, z pomidorów, a nie koncentratów... z tego typu 'używek' korzystam w postaci musztardy d3vil - jeszcze wiele 'tygodni' przed Tobą... pozdrawiam We've all been raised on television to believe that one day we'd all be millionaires, and movie gods, and rock stars. But we won't. And we're slowly learning that fact. And we're very, very pissed off. Alganothorn Monarcha Posty: 5085Rejestracja: pn 23:02Lokalizacja: point of no return autor: bejzkik » ndz 20:16 a u mnie krawat, koszula, spodnie na kant, mieszkaie jak z ikei szyt porządku załączył bym zdjęcia ale wszystko mi z dysku wyparowało kilka dni temu bejzkik Lord Posty: 1581Rejestracja: sob 11:27Lokalizacja: sosnowiec/krakow Strona WWW autor: Jakub Cieślak » ndz 21:01 Sam już żyjesz, grim? A wieczorem idziesz do klubu anonimowych alkoholików, albo gości, którym usunięto jądra i myślisz o założeniu klubu, gdzie będzie można prać się bez opamiętania po gębach? Mistrz Gimli powiada: Cisza nie leży w naturze krasnoludów. Jednakże w lochach pełnych orków jest ona jak najbardziej wskazana. Jakub Cieślak Prefekt Posty: 4010Rejestracja: czw 22:24Lokalizacja: JózefOFF k. Otwocka Strona WWW autor: bejzkik » ndz 21:06 takie życie jakub, takie życie bejzkik Lord Posty: 1581Rejestracja: sob 11:27Lokalizacja: sosnowiec/krakow Strona WWW autor: Chaon » ndz 21:37 Jakubie, odkryłeś prawdę. Ta koszulka z avatara Grima została stworzona specjalnie po to, aby stwarzać wrażenie drugiej twarzy i odciągać ciosy od prawdziwej. Ja tam kechup lubię. Mogę nawet wżerać sam żółty ser polany kechupem bez niczego. Albo bułki z żółtym serem i kechupem, parówki z kechupem, suchy chleb z kechupem (to jak zostaliśmy z bratem w domu i się nikomu nie chciało iść do sklepu żeby coś do jedzenia kupić )... Pozdrawiam Czy nie czujesz całą swoją duszą jak staliśmy się niczym bogowie? Chaon Lord Posty: 1065Rejestracja: pn 23:20Lokalizacja: Szczecin autor: Einar » pn 8:46 Keczup jest dobry. Ale tylko w wersji very ostry. I Hell mans. Czy jakoś tak Einar Najemnik Posty: 83Rejestracja: pn 9:49Lokalizacja: Warszawa autor: Alganothorn » pn 15:58 problemem jest, kiedy zaczyna się jeść kanapki z dżemem i ketchupem, ale chyba nikt z Was nie jest już na tym etapie uzależnienia... grim - czy można kupić u Ciebie mydło? słyszałem, że jest świetnej jakości... pozdrawiam We've all been raised on television to believe that one day we'd all be millionaires, and movie gods, and rock stars. But we won't. And we're slowly learning that fact. And we're very, very pissed off. Alganothorn Monarcha Posty: 5085Rejestracja: pn 23:02Lokalizacja: point of no return autor: Jakub Cieślak » pn 20:40 W pracy nie zwracają uwagi na pogarszający się stan facjaty i odzienia? Ja tam wolę musztardkę i to najlepiej francuską. Nie rozumiem ludzi, którzy objadają się byle czym. Nawet jak gotować i kuchcić ogólnie się nie umie to jest taka mnogość znakomitych prostych potraw, których nie sposób schrzanić. Choćby przygotowanie Spaghetti Carbonara, czy Pesto. Ceńmy swoje podniebienie. Mistrz Gimli powiada: Cisza nie leży w naturze krasnoludów. Jednakże w lochach pełnych orków jest ona jak najbardziej wskazana. Jakub Cieślak Prefekt Posty: 4010Rejestracja: czw 22:24Lokalizacja: JózefOFF k. Otwocka Strona WWW autor: bejzkik » wt 0:43 Alganothorn pisze:czy można kupić u Ciebie mydło? słyszałem, że jest świetnej jakości... ooo skąd wiesz? produkuje je mój znajomy gdybyśmy się ostatecznie dogadali to poznałbyś go, razem byliśmy w warszawie a teraz własnie wychodzę załatwić z nim kilka spraw do południa więc bejzkik Lord Posty: 1581Rejestracja: sob 11:27Lokalizacja: sosnowiec/krakow Strona WWW autor: Alganothorn » wt 18:42 co do pesto, to wole penne, niż spaghetti... co do mydła - podsłuchałem rozmowę w perfumerii... pozdrawiam ps. pozdrów go ode mnie We've all been raised on television to believe that one day we'd all be millionaires, and movie gods, and rock stars. But we won't. And we're slowly learning that fact. And we're very, very pissed off. Alganothorn Monarcha Posty: 5085Rejestracja: pn 23:02Lokalizacja: point of no return autor: bejzkik » wt 19:13 steeeeeeeeńka algi cie pozdrawia! bejzkik Lord Posty: 1581Rejestracja: sob 11:27Lokalizacja: sosnowiec/krakow Strona WWW autor: Alganothorn » wt 19:19 ech, to wspaniałe! bardzo dziękuję! pozdrowienia zwrotne przesyłam... a wracając do przerwanych wątków: musztarda dobra jest niemal każda, zależy tylko do czego... a francuska - zależy która: grubo- czy średnioziarnista, może z Dijon? pozdrawiam We've all been raised on television to believe that one day we'd all be millionaires, and movie gods, and rock stars. But we won't. And we're slowly learning that fact. And we're very, very pissed off. Alganothorn Monarcha Posty: 5085Rejestracja: pn 23:02Lokalizacja: point of no return autor: Jakub Cieślak » śr 9:14 Gruboziarnista! Tylko i wyłącznie, choć może być i średnioziarnista, po prostu lubię takie niezmielone. Dijon jest dla mnie za ostra. A pesto wolisz zielone, czy czerwone? Ja oba sobie cenię i lubię je zmieniać, choć z kupnych wolę czerwonego. Zielone czasem zostaje wytworzone przez moją rodzicielkę. Nie ma sobie równych. Istna rozkosz. A co do makaronów to użyłem ogólnie niefortunnej nazwy spaghetti celem określenia rodzaju potrawy, coby innym nie mieszać w głowach. Sam też stosuję ostrą selekcję odpowiednich makaronów do odpowiednich sosów i rodzajów tego dania. I raczej polskie popularne makarony (oprócz klasycznego spaghetti) nie nadają się do użycia. Mistrz Gimli powiada: Cisza nie leży w naturze krasnoludów. Jednakże w lochach pełnych orków jest ona jak najbardziej wskazana. Jakub Cieślak Prefekt Posty: 4010Rejestracja: czw 22:24Lokalizacja: JózefOFF k. Otwocka Strona WWW autor: Alganothorn » śr 17:06 rodzaj musztardy dostosowujemy do potrawy; pesto - raczej zielone, najlepiej samodzielnie robione (niezależnie od jego koloru) makarony - polskie są niezłe, ale trzeba umiejętniej gotować (np. włoskie są bardziej 'wyrozumiałe' dla kilku minut dłuższego gotowania) pozdrawiam We've all been raised on television to believe that one day we'd all be millionaires, and movie gods, and rock stars. But we won't. And we're slowly learning that fact. And we're very, very pissed off. Alganothorn Monarcha Posty: 5085Rejestracja: pn 23:02Lokalizacja: point of no return autor: Einar » pt 8:22 Może powinniście pomyłśeć o własnej kulinarnej audycji w TV? Ewentualnie nowy dział Katedry. Szczytem moich umiejętności kulinarnych jest odgrzanie sobie klopsików ze słoika ale to chyba po prostu z lenistwa. Jakoś kiedy czuje wolność nie chce mi się marnować czasu na gotowanie. Einar Najemnik Posty: 83Rejestracja: pn 9:49Lokalizacja: Warszawa autor: Jakub Cieślak » pt 8:44 Cóż, dla mnie przygotowanie posiłku to jest właśnie przyjemność, na którą lubię "marnować" wolny czas. Nie ukrywam, że marzy mi się własna knajpka. Co do wspólnego projektu z Alganothornem nie widzę przeciwskazań. Człowiek zacny, pogadać można to i pokulinarzyć pewnie też by się dało. Nie wiem, jak Alg, ale ja do telewizji się nie nadaję: mało wyraźnie mówię, nie mam tak zwanej charyzmy ekranowej, no i nie mógłym się powstrzymać od częstego "podżerania" właśnie przyrządzanej potrawy. A dział w Katedrze mógłby się nazywać "Fantastyczne potrawy Alganothorna i KubyCE", albo "Dieta fantastyka". Mistrz Gimli powiada: Cisza nie leży w naturze krasnoludów. Jednakże w lochach pełnych orków jest ona jak najbardziej wskazana. Jakub Cieślak Prefekt Posty: 4010Rejestracja: czw 22:24Lokalizacja: JózefOFF k. Otwocka Strona WWW Wróć do Offtopicownia Kto jest online Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 3 gości Strony 1 Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź 1 2014-11-09 01:33:25 Ostatnio edytowany przez ŻonaAstronauty (2014-11-09 01:34:25) ŻonaAstronauty Niewinne początki Nieaktywny Zarejestrowany: 2014-11-09 Posty: 5 Temat: osobne wyjście z klubu Cześć, chciałam na szybko opisać dzisiejszą sytuację i żebyście powiedziały, czy słusznie jestem zdenerwowana na mojego ze znajomymi w klubie, mój chłopak i oni że tak powiem miejscowi - z miasta, a tylko ja przyjezdna. Z tego względu że mój facet nie zapewnił mi żadnego transportu do domu, dogadałam się z moim tatą, że po mnie wyjedzie max o bo wiadomo, on tez chce się wyspać a ja już dość często go 'wykorzystuje' w taki sposób, żeby mnie gdzieś zawiózł itp. Wcześniej dogadałam się z chłopakiem, że będziemy wracać o takiej właśnie porze (zgodził się i powiedział że nie ma problemu), po prostu rozejdziemy sie, ale chodziło o to, żeby wyjść razem z klubu, w końcu nie chodzimy ze sobą od miesiąca, coś tam powoli myślimy o ślubie wiec nie wyobrażam sobie że wychodze najpierw ja bo muszę, bo tato czeka juz w samochodzie, a mój facet zostaje. Tak wlasnie się stało - wyszedł tylko mnie podprowadzić i wrócił do środka, bo czegos tam nie wypił, bo gry w bilard nie skończył itd. Oczywiście 100 tłumaczeń, że nie wiedział że juz dochodzi że nie pasuje tak uciekac(!) mimo, że to on miał zegarek na ręce a ja co jakis czas pytałam która godzina, wiec to nie jest tak ze sie zapomniał czy ze zegarka nie miał... Jestem o to zła. Kiedys juz się to zdarzyło, niby razem na pizzy ze znajomymi, ja juz musze isc na ostatni autobus a facet zostaje, jednak wtedy na mnie to tak nie podziałało, bo bylismy krótko razem ale teraz, po ponad 6 latach wyobrażam sobie to troche inaczej... Razem przychodzimy, razem wychodzimy, raz można dłużej posiedziec ale akurat jak ja nie mam innej opcji i musze juz wyjsc to on robi co chce... Poza tym czuje sie za to wszystko odpowiedzialna, gdyby nie ja, zasiedzielibyśmy sie pewnie do północy, a potem by było 'ups' z jego strony... Jak mówię, że ja już się bedę zbierać, znajomi wiadomo, pytają czemu już czemu tak szybko to i mój chłopak robi maslane oczy i pyta 'może jeszcze chwile' zamiast mi przytaknąć 'o rzeczywiscie, ty masz zaraz transport, musimy juz spadac'.. 2 Odpowiedź przez Emilia 2014-11-09 01:36:28 Emilia 100% Netkobieta Nieaktywny Zarejestrowany: 2007-08-27 Posty: 3,988 Odp: osobne wyjście z klubuTy mu nie ufasz. Inaczej nie robiłabyś z tego problemu. Czy twój partner jest do ciebie przyklejony? Dlaczego nie dajesz mu prawa do samodzielnego podejmowania decyzji, chociażby w tak błahej sprawie, jak zostanie dłużej na imprezie. Uważasz, że skoro ty zdecydowałaś za siebie, to on musi się podporządkować? We wszystkich sprawach jesteś tak zaborcza, czy tylko w tym chodzeniu do klubu? 3 Odpowiedź przez ŻonaAstronauty 2014-11-09 01:38:34 Ostatnio edytowany przez ŻonaAstronauty (2014-11-09 11:27:17) ŻonaAstronauty Niewinne początki Nieaktywny Zarejestrowany: 2014-11-09 Posty: 5 Odp: osobne wyjście z klubu Emilia napisał/a:Ty mu nie ufasz. Inaczej nie robiłabyś z tego problemu. Czy twój partner jest do ciebie przyklejony? Dlaczego nie dajesz mu prawa do samodzielnego podejmowania decyzji, chociażby w tak błahej sprawie, jak zostanie dłużej na imprezie. Uważasz, że skoro ty zdecydowałaś za siebie, to on musi się podporządkować? We wszystkich sprawach jesteś tak zaborcza, czy tylko w tym chodzeniu do klubu?Uważasz, że jeśli najpierw umawiam sie z facetem na wspólny powrót o a potem on mnie olewa to jest zaborczość? 4 Odpowiedź przez Czarna Kotka 2014-11-09 12:27:59 Czarna Kotka Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2013-05-18 Posty: 1,813 Odp: osobne wyjście z klubu Że się umawialiście na coś, a potem on warunków umowy nie dotrzymał - nie w to jest zupełnie oddzielna kwestia od wymagania od niego żeby kończył wieczór razem z właściwie stoi na przeszkodzie, że on w tym klubie zostanie sam dłużej?Ty musisz iść do domu, to on też musi? W klubie nie może sam zostać, bo co, bo się będzie bawił zapałkami, albo włoży palec do kontaktu? Zapatrzy się za bardzo na biuściastą koleżankę może? Traktujesz go jak dziecko, a on pozwala traktować się jak dziecko, zamiast powiedzieć że ma ochotę zostać dłużej i zostanie, bo nic złego nie robi, to składa obietnice, których potem nie oboje. Czarna Kotka:No łamali granice przekraczający ja oszukani i często zmuszani do tego ludzie. Rozumiem że to spokojnie usprawiedliwia wypieprzanie ludzi, w tym kobiet i dzieci na bagna i niech tam zdychają, byle po Mniej więcej tak. 5 Odpowiedź przez vinnga 2014-11-09 12:58:03 vinnga 100% Netkobieta Nieaktywny Zarejestrowany: 2010-01-19 Posty: 17,298 Odp: osobne wyjście z klubu ŻonaAstronauty napisał/a:Uważasz, że jeśli najpierw umawiam sie z facetem na wspólny powrót o a potem on mnie olewa to jest zaborczość?A dlaczego UMAWIASZ na wspólny powrót? Bo Tobie się wydaje, że jak jesteście parą to trzeba razem wyjść. Tyle, że to nie jest odgórny przykaz i Twój chłopak może nie uważać tego za równie oczywiste jak Ty. Ja osobiście również uważam to za głupie. Byliście tam ze wspólnymi znajomymi, TY musiałaś wracać, on nie musiał. Czemu on ma rezygnować z przyjemnego wieczoru, bo TY musisz wracać?Ty nie możesz dłużej zostać, więc on też ma kończyć zabawę... Dziwne podejście. 6 Odpowiedź przez ŻonaAstronauty 2014-11-09 13:16:05 ŻonaAstronauty Niewinne początki Nieaktywny Zarejestrowany: 2014-11-09 Posty: 5 Odp: osobne wyjście z klubu vinnga napisał/a:ŻonaAstronauty napisał/a:Uważasz, że jeśli najpierw umawiam sie z facetem na wspólny powrót o a potem on mnie olewa to jest zaborczość?A dlaczego UMAWIASZ na wspólny powrót? Bo Tobie się wydaje, że jak jesteście parą to trzeba razem wyjść. Tyle, że to nie jest odgórny przykaz i Twój chłopak może nie uważać tego za równie oczywiste jak Ty. Ja osobiście również uważam to za głupie. Byliście tam ze wspólnymi znajomymi, TY musiałaś wracać, on nie musiał. Czemu on ma rezygnować z przyjemnego wieczoru, bo TY musisz wracać?Ty nie możesz dłużej zostać, więc on też ma kończyć zabawę... Dziwne byli parą osiemnastolatków, która leci na miasto na clubbing to ok, ale my umawiaLIŚMY z narzeczonym na wspólne wyjście, bo uważam że w naszym wieku +/- 30 lat już tak wypada. Przyjść i wyjść razem. Tak jak zwykle to robią nasi znajomi, rodzice kiedy gdzieś wychodzą, będzie kiedyś po ślubie? Będę miała bolesny okres albo na drugi dzień będę musiała rano wstać nie wiem, do pracy czy coś takiego, to mąż powie 'nie dopiłem piwa, jak chcesz to idź, ja potem dojde' ?? Wiadomo, że czasem można posiedzieć dłużej, my też często się zasiedzimy gdzieś dłuzej, nie jestem żadną sztywniarą, ale jeśli akurat w ten wieczór nie mam innej możliwości powrotu do domu to dlaczego to jest takie dziwne i straszne, pewnie od razu jestem bluszczem, egoistką, albo jeszcze gorzej..To nie byłą jakaś wielka impreza, byliśmy w 4 osoby tylko, dwie pary, my + znajomi. I nie, nie jestem zazdrosna o biuściate panie, to juz raczej nie ten etap 7 Odpowiedź przez Iceni 2014-11-09 13:36:53 Iceni Gość Netkobiet Odp: osobne wyjście z klubu Nie rozumiem - twoj facet zawsze cie olewa, czy raz na jakis czas zdarza mu sie zmienic zdanie i ma ochote zostac dluzej niz planowaliscie, a ty od razu robisz z tego afere?Masz 30 lat i tatus po ciebie przyjezdza? Nastepnym razem zamow taksowke i baw sie do konca... albo nie pij i pozycz samochod od ojca. 8 Odpowiedź przez Majki 2014-11-09 13:37:39 Majki Net-Facet Nieaktywny Zarejestrowany: 2014-03-15 Posty: 1,471 Wiek: 29 Odp: osobne wyjście z klubu ŻonaAstronauty napisał/a:jeśli akurat w ten wieczór nie mam innej możliwości powrotu do domu to dlaczego to jest takie dziwne i straszneAle przecież tata Cie odwoził do domu, a nie narzeczony więc nie wiem z czym masz problem, że został. Przecież i tak by każde z Was poszło w swoją strone. Inna sprawa jak byś sie umówiła z narzeczonym, że o tej i o tej Cie odwozi, a on to olał i został, wtedy bym zrozumiał. I argument, że w tym wieku nie wypada to żaden argument 9 Odpowiedź przez ŻonaAstronauty 2014-11-09 13:43:38 ŻonaAstronauty Niewinne początki Nieaktywny Zarejestrowany: 2014-11-09 Posty: 5 Odp: osobne wyjście z klubu Iceni napisał/a:Nie rozumiem - twoj facet zawsze cie olewa, czy raz na jakis czas zdarza mu sie zmienic zdanie i ma ochote zostac dluzej niz planowaliscie, a ty od razu robisz z tego afere?Masz 30 lat i tatus po ciebie przyjezdza? Nastepnym razem zamow taksowke i baw sie do konca... albo nie pij i pozycz samochod od co w tym złego że tato po mnie przyjeżdża? Bo teraz ja nie rozumiem ciebie. W ogóle co to za ironia? "Tatuś"? Nie wiem, może ty ojca nie masz w ogóle albo się z nim nie dogadujesz, ale to nie znaczy, że wszyscy mają tak jak sorry, chamstwo za nie zamówię bo nie ma taxi w mieście, nie funkcjonuje tu takie coś, wiem - lekkie zacofanie, ale ja nic na to nie poradzę, po prostu małe nie mam prawka wiec samochodu nie pożyczę. 10 Odpowiedź przez Teo 2014-11-09 13:49:01 Teo Gość Netkobiet Odp: osobne wyjście z klubu ŻonaAstronauty napisał/a:vinnga napisał/a:ŻonaAstronauty napisał/a:Uważasz, że jeśli najpierw umawiam sie z facetem na wspólny powrót o a potem on mnie olewa to jest zaborczość?A dlaczego UMAWIASZ na wspólny powrót? Bo Tobie się wydaje, że jak jesteście parą to trzeba razem wyjść. Tyle, że to nie jest odgórny przykaz i Twój chłopak może nie uważać tego za równie oczywiste jak Ty. Ja osobiście również uważam to za głupie. Byliście tam ze wspólnymi znajomymi, TY musiałaś wracać, on nie musiał. Czemu on ma rezygnować z przyjemnego wieczoru, bo TY musisz wracać?Ty nie możesz dłużej zostać, więc on też ma kończyć zabawę... Dziwne byli parą osiemnastolatków, która leci na miasto na clubbing to ok, ale my umawiaLIŚMY z narzeczonym na wspólne wyjście, bo uważam że w naszym wieku +/- 30 lat już tak wypada. Przyjść i wyjść razem. Tak jak zwykle to robią nasi znajomi, rodzice kiedy gdzieś wychodzą, będzie kiedyś po ślubie? Będę miała bolesny okres albo na drugi dzień będę musiała rano wstać nie wiem, do pracy czy coś takiego, to mąż powie 'nie dopiłem piwa, jak chcesz to idź, ja potem dojde' ?? Wiadomo, że czasem można posiedzieć dłużej, my też często się zasiedzimy gdzieś dłuzej, nie jestem żadną sztywniarą, ale jeśli akurat w ten wieczór nie mam innej możliwości powrotu do domu to dlaczego to jest takie dziwne i straszne, pewnie od razu jestem bluszczem, egoistką, albo jeszcze gorzej..To nie byłą jakaś wielka impreza, byliśmy w 4 osoby tylko, dwie pary, my + znajomi. I nie, nie jestem zazdrosna o biuściate panie, to juz raczej nie ten etap Prawie 30 letnia baba i męczy tatusia, żeby po nią do klubu przyjechał?! Myślałam, że macie najwyżej po 19 lat... Dziewczyno, podobno dorosła jesteś to się ogarnij i zacznij się tak zachowywać. Masz gimnazjalne pretensje do faceta, bo Ty musiałaś do domku wracać...Jak będziesz miała bolesny okres, albo będziesz musiała rano wstać, to zostaniesz w domu, ale to NIE oznacza, że Twój facet ma przy Tobie warować, bo Tobie coś dolega i to coś, co nie zagraża życiu ani że Ty sobie nie umiałaś zorganizować lepszego powrotu do domu niż o 22 to nie oznacza, że Twój chłopak też ma o tej godzinie kończyć zabawę, bo u Ciebie logistyka utyka... I tak, jesteś egoistką, bo uważasz, że jak Ty się dłużej nie możesz bawić, to on TEŻ nie lat i do 22 w klubie i wiadro pretensji do faceta, bo on mógł, a Ty nie... żal... 11 Odpowiedź przez vinnga 2014-11-09 13:52:40 vinnga 100% Netkobieta Nieaktywny Zarejestrowany: 2010-01-19 Posty: 17,298 Odp: osobne wyjście z klubu Zamierzasz kierować się w życiu metodą "wypada/nie wypada"? Wasi rodzice tak robią - ok, rozumiem. Ale poddałaś kiedyś analizie to zachowanie? Czy ma ono jakieś racjonalne uzasadnienie? Czy ono jest jakoś niezbędne dla relacji? Czy coś się strasznego stanie jeśli jednak para czasami nie wyjdzie razem? Robisz awanturę, bo Twój facet drugi raz w ciągu 6 lat wolał spędzić czas ze znajomymi zamiast siedzieć sam w domu. Przecież wy nawet nie mieszkacie razem, więc po wyjściu z klubu i tak spędzaliście wieczór oddzielnie! Dlaczego więc takie ważne jest to, żeby on ten wieczór spędził tam gdzie Ty mu zaplanowałaś? 12 Odpowiedź przez ŻonaAstronauty 2014-11-09 13:54:22 ŻonaAstronauty Niewinne początki Nieaktywny Zarejestrowany: 2014-11-09 Posty: 5 Odp: osobne wyjście z klubu vinnga napisał/a:Zamierzasz kierować się w życiu metodą "wypada/nie wypada"? Wasi rodzice tak robią - ok, rozumiem. Ale poddałaś kiedyś analizie to zachowanie? Czy ma ono jakieś racjonalne uzasadnienie? Czy ono jest jakoś niezbędne dla relacji? Czy coś się strasznego stanie jeśli jednak para czasami nie wyjdzie razem? Robisz awanturę, bo Twój facet drugi raz w ciągu 6 lat wolał spędzić czas ze znajomymi zamiast siedzieć sam w domu. Przecież wy nawet nie mieszkacie razem, więc po wyjściu z klubu i tak spędzaliście wieczór oddzielnie! Dlaczego więc takie ważne jest to, żeby on ten wieczór spędził tam gdzie Ty mu zaplanowałaś?Owszem, mieszkamy razem juz od paru lat, ale obecnie przyjechalismy kazde do swoich rodzicow. 13 Odpowiedź przez vinnga 2014-11-09 13:55:34 vinnga 100% Netkobieta Nieaktywny Zarejestrowany: 2010-01-19 Posty: 17,298 Odp: osobne wyjście z klubu ŻonaAstronauty napisał/a:Owszem, mieszkamy razem juz od paru lat, ale obecnie przyjechalismy kazde do swoich tego wieczoru nie wracaliście do jednego domu, więc sens mojej wypowiedzi się nie zmienia. 14 Odpowiedź przez Teo 2014-11-09 14:02:07 Teo Gość Netkobiet Odp: osobne wyjście z klubu ŻonaAstronauty napisał/a:vinnga napisał/a:Zamierzasz kierować się w życiu metodą "wypada/nie wypada"? Wasi rodzice tak robią - ok, rozumiem. Ale poddałaś kiedyś analizie to zachowanie? Czy ma ono jakieś racjonalne uzasadnienie? Czy ono jest jakoś niezbędne dla relacji? Czy coś się strasznego stanie jeśli jednak para czasami nie wyjdzie razem? Robisz awanturę, bo Twój facet drugi raz w ciągu 6 lat wolał spędzić czas ze znajomymi zamiast siedzieć sam w domu. Przecież wy nawet nie mieszkacie razem, więc po wyjściu z klubu i tak spędzaliście wieczór oddzielnie! Dlaczego więc takie ważne jest to, żeby on ten wieczór spędził tam gdzie Ty mu zaplanowałaś?Owszem, mieszkamy razem juz od paru lat, ale obecnie przyjechalismy kazde do swoich awanturę o nic i stwarzasz sobie problemy. Chyba Ci się nudzi... 15 Odpowiedź przez Cyngli 2014-11-10 09:50:16 Cyngli Gość Netkobiet Odp: osobne wyjście z klubu A ja jestem mężatką i zdarza się, że mąż czasem dłużej u znajomych zostanie, albo na traktuję go jak swoją własność, ma ochotę, to zostaje, nie ma, to wraca ze mną do pora zrobić prawko? 16 Odpowiedź przez cisowianka 2014-11-10 10:10:11 cisowianka Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2010-12-28 Posty: 5,224 Wiek: 25 Odp: osobne wyjście z klubu No to i ja się wypowiem My zwykle z narzeczonym razem wracamy jeśli razem wychodzimy na jakas imprezkę. I zwykle to on organizuje powrot do zdarza mu sie wyjsc beze mnie do swoich kolegów i cos tam wypić. Nie robie z tego problemu. Tak samo jak ja ide do swoich koleżanek na jakieś winko jeśli wychodzimy osobno mamy kontakt telefoniczny - zwyczajnie żeby sie nie martwic o druga razem wchodzimy na impreze to i razem wychodzimy (są wyjątki ze któreś z nas zostaje, chyba zdarzyło sie tak z 2 razy)Po za tym ktora impreza kończy sie o 22 godzinie ? Hm. W tedy dopiero sie rozkręca, skoro tak wczesnie chciałaś sie zmyć z imprezy trzeba bylo jednak zostać w domu. 17 Odpowiedź przez krzysiek95 2014-11-10 10:17:18 krzysiek95 Net-facet Nieaktywny Zarejestrowany: 2014-09-14 Posty: 378 Wiek: lepiej nie bo przestaną traktować serio Odp: osobne wyjście z klubu Autorkę raczej boli to że facet został w klubie a miał wyjść skończyć zabawe. Tu raczej kwestia (nie)dotrzymywania słowa się kłania. Moim zdaniem jedynym rozwiązaniem jest szczera rozmowa z partnerem na ten temat (najlepiej w 4 oczy) i nic więcej. Ps: Nie wiem jak wy ale ja tam nic nie wyczytałem o robieniu komuś awantury tylko pytanie o to czy jest słusznie zła 18 Odpowiedź przez Eileen 2014-11-10 10:26:36 Eileen 100% Netkobieta Nieaktywny Zarejestrowany: 2012-11-14 Posty: 2,838 Wiek: 23 Odp: osobne wyjście z klubu A moim zdaniem nie chodzi o dotrzymanie słowa, bo najwięcej autorka pisze o tym, że "ja musiałam wracać, a on został". Dla mnie też to bez sensu, nie wolno mu spędzić czasu bez Ciebie? Tysiąc razy mówiłam ludziom, że jestem miła. Krzyczałam, groziłam, biłam... Bez skutku. Nikt mi nie wierzy. 19 Odpowiedź przez igla16 2014-11-10 15:39:06 igla16 Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2010-11-11 Posty: 957 Wiek: 28... jeszcze ;-) Odp: osobne wyjście z klubu W sumie to chciałabym mieć takie problemy... ;-)Z jednej strony całkowicie rozumiem rozgoryczenie autorki - w końcu na coś tam się umówili i chciałaby, żeby facet słowa dotrzymał. Ale z drugiej, faktycznie trochę to zalatuje zaklejeniem do siebie chłopa. Autorko, będąc u "siebie", przy imprezie, też masz problem, żeby facet dłużej został na imprezce? Bo nie wypada wracać oddzielnie? 'I can feel the magic floating in the airBeing with you gets me that way...' 20 Odpowiedź przez vinnga 2014-11-10 15:46:04 vinnga 100% Netkobieta Nieaktywny Zarejestrowany: 2010-01-19 Posty: 17,298 Odp: osobne wyjście z klubu Dotrzymywanie słowa, łamanie obietnic, blablabla...Żeby złamać jakąś obietnicę to trzeba coś obiecać. Ponieważ w tym związku zazwyczaj wychodzą razem - podejrzewam, że autorka po prostu zakomunikowała chłopakowi coś w stylu: "wychodzimy o 22, bo mój tata przyjeżdża". On rutynowo skinął główką. Dobrze się bawił, więc zmienił plany odnośnie godziny powrotu. To jednak coś innego niż "niedotrzymanie słowa". Nie sądzę, żeby składali sobie obietnice, ze "zawsze, do grobowej deski, będziemy razem wychodzić ze wszystkich miejsc publicznych"... 21 Odpowiedź przez igla16 2014-11-10 15:49:15 Ostatnio edytowany przez igla16 (2014-11-10 15:51:06) igla16 Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2010-11-11 Posty: 957 Wiek: 28... jeszcze ;-) Odp: osobne wyjście z klubu vinnga napisał/a:Dotrzymywanie słowa, łamanie obietnic, blablabla...Żeby złamać jakąś obietnicę to trzeba coś obiecać. Ponieważ w tym związku zazwyczaj wychodzą razem - podejrzewam, że autorka po prostu zakomunikowała chłopakowi coś w stylu: "wychodzimy o 22, bo mój tata przyjeżdża". On rutynowo skinął główką. Dobrze się bawił, więc zmienił plany odnośnie godziny powrotu. To jednak coś innego niż "niedotrzymanie słowa". Nie sądzę, żeby składali sobie obietnice, ze "zawsze, do grobowej deski, będziemy razem wychodzić ze wszystkich miejsc publicznych"...Tak to dla mnie zabrzmiało, skoro autorka napisała, że facet zgodził się na taki układ, czyli wyjście o tej konkretnej godzinie. ;-)A że po 30 letnią babę musi tatuś przyjechać, to już inna sprawa. Tak samo zresztą ból pośladków o to, że chłopak fajnie się bawił i nie bardzo miał ochotę wracać o 22, bo dziewczyna musi wracać. 'I can feel the magic floating in the airBeing with you gets me that way...' Strony 1 Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź Pozostałe • Rozenek w najnowszej sukience prezentuje się "jak czarna róża". Fani "wow, wow i jeszcze raz wow", • Angela Merkel zaliczyła drobną modową wpadkę. Zielony komplet nie zachwyca, • Błędy, które popełniamy przy kiszeniu ogórków. W ten sposób mogą się zepsuć, • Wiktor ma dopiero pięć lat i walczy z okropną chorobą. Jego mama błaga o pomoc, • Katarzyna Bosacka jest zaskoczona składem tego produktu. "Omijać szerokim łukiem", • Małgorzata Tomaszewska w ognistej czerwieni. Jej stylizacja robi wrażenie, • Aleksandra Żebrowska jest w 40. tygodniu ciąży. "Poproszę spicy food", • Pamiętacie zwycięzcę I edycji "You Can Dance"? Maciej "Gleba" Florek skradł serca widzów. Dziś ma 41 lat, • Jak wiele może zdziałać makijaż? Te kobiety zmieniły się nie do poznania. "To jakiś obłęd", • Zmysłowa Małgorzata Socha z torebką, która latem robi furorę. "Ależ piękna". Bliźniaczy model jest za 49 zł, • To najlepsza naturalna metoda walki z komarami! Usuwa nawet 20 tys. owadów na dobę, • Wakacyjny tatuaż? Jak dbać o tatuaż latem, • Katarzyna Dowbor chwali się osiągnięciami córki. "Mamusia jest dumna", • Bądź modna na plaży! TOP 3 stroje kąpielowe, w których będziesz wyglądać jak modelka, • Anna Wendzikowska pozuje w modnym stroju kąpielowym. Jego cena zwala z nóg, • Izabela Zeiske z "Goggleboxa" chwali się wyremontowanym mieszkaniem. "Ach, jaka jestem zadowolona", • Marina Łuczenko bawi się solo. Szczęsny w USA z Lewandowskim, • 5 modnych dodatków na lato, które podrasują stylizacje. Ich ceny zaskakują!, • Sylwia Bomba rok temu odeszła od narzeczonego. Mężczyzna nie żyje, • Idealna sukienka dla dojrzałych kobiet? Ten model to strzał w dziesiątkę, Wije się przy rurze w rytmie "Tainted Love". Czarne, długie włosy falują w powietrzu, co jakiś czas odsłaniając twarz. Za chwilę z białego...Podobne. Fałszywe oskarżenia żony o znęcanie Rozpoczęte przez ~Piotrek , 19 lut 2019 ~2019 Napisane 02 sierpnia 2019 - 22:16 Ja też mam ten sam problem Jestem Be.......nagle dla kasy. Nowy facet itd Zastanawiam się na założeniu bloga otwartego dla Wszystkich gdzie moźna by publikować np. pozwy, paszkwile i kłamstwa tworzone na specjalne zamówienie żon przez prawników. Przecieź większość porad jak udupić faceta jest dostępnych w Internecie. Może trzeba pokazać innym, znajomym, rodzinie itd jakie brudy i pomyje wylewane są w imie naszego prawa na niewinnych i jak łatwo jest oskarżać. Udostępnij | Dodaj wpis | Cytuj | Link bezpośredni | Zgłoś naruszenie ~Robert1971 ~Robert1971 Napisane 02 sierpnia 2019 - 22:42 A może dobrze w takich razach zastosować starą szachową zasadę... Najlepszą obroną jest atak. Ona oskarża i grozi sądami, to i ją można postraszyć. U mnie to do pewnego stopnia dawało rezultat. Gdy było ostro, to dokąd siedziałem cicho i się kuliłem sam w sobie, ona dawała coraz bardziej czadu. Gdy jednak ja pojechałem ciut mocniej i sam zagroziłem raz i drugi, że sprawę założę, albo gdy podejmowałem konkretne działania odwetowe, sprawa się na jakiś czas uspakajała. One też się boją, bo w końcu jak na nie padną oskarżenia - niekoniecznie absurdalne i wyssane z palca (jak one to mają w zwyczaju), tylko prawdziwe i faktyczne. Ot choćby nękanie, stalking, oszczerstwa, znęcanie się psychiczne. Wystarczy to dobrze udokumentować i 'lala' na tym polegnie. Gadałem kiedyś z prawniczką - moją adwokat - i mówię, że ona grozi, że do sądu poda... Ona na to, że niech podaje :-)... My też wtedy ją podamy i zobaczymy kto wygra. Naprawdę panowie nie dajcie się zastraszyć. One stosują szantaż emocjonalny i się niejednokrotnie znęcają. Działają na zasadzie zmęczenia materiału i zaszczutego psa. Gdy się nie dacie, a pokażecie, że też potraficie podziałać i postraszyć, to miękną. Taka jest prawda. Udostępnij | Dodaj wpis | Cytuj | Link bezpośredni | Zgłoś naruszenie ~Lis ~Lis Napisane 02 stycznia 2021 - 13:05 Przerabialem dokladnie to samo. Bez szans gdyż żona znalazła sobie nowego partnera... Policjanta. W tym kraju może kobieta zrobić z faceta śmiercia bo sądy na to pozwalają... Udostępnij | Dodaj wpis | Cytuj | Link bezpośredni | Zgłoś naruszenie ~Piotrek ~Piotrek Napisane 02 stycznia 2021 - 22:41 Witaj w klubie W 100%zgadzam się z Tobą, niestety Udostępnij | Dodaj wpis | Cytuj | Link bezpośredni | Zgłoś naruszenie ~Artur ~Artur Napisane 09 lutego 2021 - 04:06 Słów brak na to wszystko...Przechodzę to samo co Wy Panowie. Kobiety kiedyś walczyły o równouprawnienia, a doszło do tego, że Facet nie ma nic do gadania, do tego z góry jest skreślony!!! Co za kraj! Burdel jeden, a nie sądy!.Dostałem 2 lata za wymyślone znęcanie, to jakiś absurd.!!! Do tego 1000zł grzywny za obrazę sądu i żony podczas rozprawy... Sędzia po odczytaniu wyroku zapytała czy mam coś do powiedzenia.... Powiedziałem...Powiem tylko tyle wysoki sędziego...dzis za niewinnosc 2 lata sie dostaje, to jest Prawo? Dziś żałuję że Kur...y nie zabiłem...Dostał bym 10,....25, czy dożywocie, ale wiedział bym za co ponosze ta karę,!!!! dzieciom swym w oczy nigdy bym nie spojrzał, a z poczucia winy nigdy bym sobie tego nie wybaczył..!!! Później każdą kolejną sprawę już tylko doklepywali, nawet słuchać nikt nie chciał....Oceniony- winny, ....Historia z życia, jak scenariusz z filmu. Ciapate w Polsce więcej mają praw niż Polak..!!! Mają po kilka żon i często je leją, do tego wyznają inna wiarę....I są traktowani przez państwo czy sądy, z większym szacunkiem niż Polak. Nie zdążysz ustać w gówno, a juz w guwnie po pachy siedzisz... Jak tu Kuuu....prawa nie ma!!! System z nami postepuje jak z idiotą! Co za kraj!!! Jak tu dalej być Patriotą, jak tu się nie da normalnie żyć!!! Tu o wszystko trzeba walczyć!!! Walka = stawianie oporu Sci-fi połączone z dramatem...Czyli sciema + fikcja = Nie jednego faceta dramat!!! Powodzenia i wytrwałości życzę. Ja to najchętniej po strajkach kobiet, zrobił męski strajk, walki o sprawiedliwe prawo. Gdyby wszyscy faceci nie poszli miesiąc, 2 czy 3 do pracy, to gospodarka mogła by po stratach się nie podnieść. Kopalnie, budowlanka, petrochemia, transport, to wszystko by stało!...jeszcze trochę to cycki światem będą rządziły. 3majcie się. Mam nadzieję że nikogo nie uraziłem i Alkaida nie będzie mnie straszyła atakami wiadomo jakimi. Wyrażam Tylko publicznie swoją opinię! Pisze o tym co przeżyłem. Treść jest mojego autorstwa,! Nie jestem rasistą, szanuje kazdego poglady religijne!. Proszę o nie kopiowanie i nie rozpowszechnianie moich wypowiedzi bez mojej zgody! Mam dość jeżdżenia Po sądach w których karzą za niewinność!!! Udostępnij | Dodaj wpis | Cytuj | Link bezpośredni | Zgłoś naruszenie ~Jednorożec ~Jednorożec Napisane 09 lutego 2021 - 07:52 ~Artur napisał:Słów brak na to wszystko...Przechodzę to samo co Wy Panowie. Kobiety kiedyś walczyły o równouprawnienia, a doszło do tego, że Facet nie ma nic do gadania, do tego z góry jest skreślony!!! Co za kraj! Burdel jeden, a nie sądy!.Dostałem 2 lata za wymyślone znęcanie, to jakiś absurd.!!! Do tego 1000zł grzywny za obrazę sądu i żony podczas rozprawy... Sędzia po odczytaniu wyroku zapytała czy mam coś do powiedzenia.... Powiedziałem...Powiem tylko tyle wysoki sędziego...dzis za niewinnosc 2 lata sie dostaje, to jest Prawo? Dziś żałuję że Kur...y nie zabiłem...Dostał bym 10,....25, czy dożywocie, ale wiedział bym za co ponosze ta karę,!!!! dzieciom swym w oczy nigdy bym nie spojrzał, a z poczucia winy nigdy bym sobie tego nie wybaczył..!!! Później każdą kolejną sprawę już tylko doklepywali, nawet słuchać nikt nie chciał....Oceniony- winny, ....Historia z życia, jak scenariusz z filmu. Ciapate w Polsce więcej mają praw niż Polak..!!! Mają po kilka żon i często je leją, do tego wyznają inna wiarę....I są traktowani przez państwo czy sądy, z większym szacunkiem niż Polak. Nie zdążysz ustać w gówno, a juz w guwnie po pachy siedzisz... Jak tu Kuuu....prawa nie ma!!! System z nami postepuje jak z idiotą! Co za kraj!!! Jak tu dalej być Patriotą, jak tu się nie da normalnie żyć!!! Tu o wszystko trzeba walczyć!!! Walka = stawianie oporu Sci-fi połączone z dramatem...Czyli sciema + fikcja = Nie jednego faceta dramat!!! Powodzenia i wytrwałości życzę. Ja to najchętniej po strajkach kobiet, zrobił męski strajk, walki o sprawiedliwe prawo. Gdyby wszyscy faceci nie poszli miesiąc, 2 czy 3 do pracy, to gospodarka mogła by po stratach się nie podnieść. Kopalnie, budowlanka, petrochemia, transport, to wszystko by stało!...jeszcze trochę to cycki światem będą rządziły. 3majcie się. Mam nadzieję że nikogo nie uraziłem i Alkaida nie będzie mnie straszyła atakami wiadomo jakimi. Wyrażam Tylko publicznie swoją opinię! Pisze o tym co przeżyłem. Treść jest mojego autorstwa,! Nie jestem rasistą, szanuje kazdego poglady religijne!. Proszę o nie kopiowanie i nie rozpowszechnianie moich wypowiedzi bez mojej zgody! Mam dość jeżdżenia Po sądach w których karzą za niewinność!!! Rozumiem Twoje zdenerwowanie, ale za co dostałeś dwa lata? Na podstawie jakich dowodów? Sam się broniłeś czy z prawnikiem? Udostępnij | Dodaj wpis | Cytuj | Link bezpośredni | Zgłoś naruszenie ~Marcin ~Marcin Napisane 22 marca 2021 - 15:14 Witaj w klubie Artur. Ja zostałem pomówiony przez "jeszcze zonę "5 lat temu za znęcanie się na niej i dziecku oraz gwałt - taki pakiecik od wk...ej żony przy rozwodzie. Przez chwile zaczęła mi szyć historie o molestowaniu dziecka, wyzywać mnie od pedofili itp. ale to jej się nie udało. Wszystkie pomówienia i jej działania wyszły zaraz po założeniu przeze mnie sprawy rozwodowej do której zbierałem się od jakiegoś czasu. Ja jeszcze skazany nie jestem ale z tego co słyszę i czytam po Internecie to takie historie są nagminne i nie kończą się dobrze dla faceta. EX jest prawnikiem i ma kontakty w sądach o czym wielokrotnie wspominała w kłótniach. Moja sprawa ma się już ku końcowi ale nie spodziewam się pozytywnego rozstrzygnięcia na pierwszej instancji mimo że ex nie ma żadnych dowodów prócz pustych słów dlatego że widać negatywne nastawienie sędzi do mojej osoby co zauważyli niektórzy świadkowie. Ja w odróżnieniu od ex mam mnóstwo dowodów na swoja niewinność, nie tylko słowo przeciw słowu ale tez świadkowie, policja i nagrania. Za dużo by tu pisać o wszystkim ale generalnie ex lubi alkohol i niestety jest po nim agresywna, co potwierdzają bezstronni świadkowie. Generalnie to dla faceta chcącego rozwodu który trafił na wredną i zawziętą sucz może się słabo skończyć. I często tak się kończy. Stąd rozumiem Twoje zdenerwowanie bezradnością w tym temacie, jeszcze bardzie żałosne jest to ze skazuje Cię ktoś stronniczy który od Twojego wejścia na sale rozpraw skazuje Cię bez jednoznacznych dowodów. Są to ludzie oderwani od rzeczywistości którzy nie potrafią odróżnić pomówień okołorozwodowych gdzie nawet nie ma dowodów od prawdziwego przestępstwa. Może nie wszyscy ale tacy teraz sądzą!!! Udostępnij | Dodaj wpis | Cytuj | Link bezpośredni | Zgłoś naruszenie ~Piotrek ~Piotrek Napisane 22 marca 2021 - 20:25 [witaj w klubie. 1 instancja skazanie jak mówisz za nic. Teraz 2 instancja... quote=~Artur]Słów brak na to wszystko...Przechodzę to samo co Wy Panowie. Kobiety kiedyś walczyły o równouprawnienia, a doszło do tego, że Facet nie ma nic do gadania, do tego z góry jest skreślony!!! Co za kraj! Burdel jeden, a nie sądy!.Dostałem 2 lata za wymyślone znęcanie, to jakiś absurd.!!! Do tego 1000zł grzywny za obrazę sądu i żony podczas rozprawy... Sędzia po odczytaniu wyroku zapytała czy mam coś do powiedzenia.... Powiedziałem...Powiem tylko tyle wysoki sędziego...dzis za niewinnosc 2 lata sie dostaje, to jest Prawo? Dziś żałuję że Kur...y nie zabiłem...Dostał bym 10,....25, czy dożywocie, ale wiedział bym za co ponosze ta karę,!!!! dzieciom swym w oczy nigdy bym nie spojrzał, a z poczucia winy nigdy bym sobie tego nie wybaczył..!!! Później każdą kolejną sprawę już tylko doklepywali, nawet słuchać nikt nie chciał....Oceniony- winny, ....Historia z życia, jak scenariusz z filmu. Ciapate w Polsce więcej mają praw niż Polak..!!! Mają po kilka żon i często je leją, do tego wyznają inna wiarę....I są traktowani przez państwo czy sądy, z większym szacunkiem niż Polak. Nie zdążysz ustać w gówno, a juz w guwnie po pachy siedzisz... Jak tu Kuuu....prawa nie ma!!! System z nami postepuje jak z idiotą! Co za kraj!!! Jak tu dalej być Patriotą, jak tu się nie da normalnie żyć!!! Tu o wszystko trzeba walczyć!!! Walka = stawianie oporu Sci-fi połączone z dramatem...Czyli sciema + fikcja = Nie jednego faceta dramat!!! Powodzenia i wytrwałości życzę. Ja to najchętniej po strajkach kobiet, zrobił męski strajk, walki o sprawiedliwe prawo. Gdyby wszyscy faceci nie poszli miesiąc, 2 czy 3 do pracy, to gospodarka mogła by po stratach się nie podnieść. Kopalnie, budowlanka, petrochemia, transport, to wszystko by stało!...jeszcze trochę to cycki światem będą rządziły. 3majcie się. Mam nadzieję że nikogo nie uraziłem i Alkaida nie będzie mnie straszyła atakami wiadomo jakimi. Wyrażam Tylko publicznie swoją opinię! Pisze o tym co przeżyłem. Treść jest mojego autorstwa,! Nie jestem rasistą, szanuje kazdego poglady religijne!. Proszę o nie kopiowanie i nie rozpowszechnianie moich wypowiedzi bez mojej zgody! Mam dość jeżdżenia Po sądach w których karzą za niewinność!!! Udostępnij | Dodaj wpis | Cytuj | Link bezpośredni | Zgłoś naruszenie ~michał ~michał Napisane 14 grudnia 2021 - 23:23 elo, ja też robie oczy jak patrze na te babe. tosie skończy. potem bede się mścił. Udostępnij | Dodaj wpis | Cytuj | Link bezpośredni | Zgłoś naruszenie ~michał ~michał Napisane 12 stycznia 2022 - 21:41 przykro mi. nie ma żebyś wiedział że ja też to wiem Udostępnij | Dodaj wpis | Cytuj | Link bezpośredni | Zgłoś naruszenie » odpowiedz » do góry

facet sam w klubie